poniedziałek, 7 września 2015

Exorcist - Utterances of Going Forth By Day




Exorcist - Utterances of Going Forth By Day
2014

 

Warszawskiego Exorcista nie trzeba chyba szerzej nikomu przedstawiać. Klasyka i legenda polskiej sceny metalowej, przy której te wszystkie podskakujki nagrywające pitolenie dla psuedometalowczyków, to czczy wymiot anorektycznej ulicznicy. Exorcist stanowił razem z takimi zespołami jak Thrasher Death, Merciless Death, Wolf Spider, Dragon, Kat i wieloma innymi, ostrą szpicę polskiej toksyczno-agresywnej muzyki gargantuicznego wpierdolu. Ich dwie demówki - “Voices from the Graves” i “After the North Winds” - nagrane wtedy, gdy kapela była najbardziej aktywna, stanowią jeden z najgenialniejszych materiałów speed/thrashu z naszego kraju. Nie bez kozery używam tutaj takich superlatyw, te kaseciaki zwyczajnie wgniatają w ścianę i tyle w temacie. Gdyby ten zespół zrodził się w Niemczech, Stanach lub Kanadzie, praktycznie właściwie gdziekolwiek na zachód od naszego zapyziałego grajdołka, to pewnikiem jest, że na tych demówkach rozwścieczony Egzorcysta by nie poprzestał. Niestety jak u nas było, wszyscy wiedzą. Na szczęście okazuje się, że Exorcist nie poszedł jeszcze do piachu. 
W 2014 roku, czyli prawie trzydzieści lat od momentu powstania kapeli, zespół nagrał swój pierwszy studyjny album długogrający. “Utterances of Going Forth By Day” powstał w składzie Skwierawski - Kuczyński - Ręczkowski - Godlewski, a za mikrofonem stanął znany z plującego siarką Ragehammera Tymon Jędrzejczyk. Trzeba przyznać, że to właśnie osoba Tymona stanowi jeden z kluczowych atutów albumu Exorcist. Nie tylko dlatego, że gość dysponuje bardzo dobrym wokalem, ale też dlatego, że jego zaśpiewy pasują idealnie do kompozycji Exorcista i do brzmienia uzyskanego w studio. Mimo to, że Exorcist to pierdolona legenda, to ten młody gość dał radę, jakby niepomny ciśnienia i presji oraz faktu, że każdy ze starych - i przynajmniej połowy młodych - metalowców z Polski, będzie wnikliwie i bardzo krytycznie oceniać jego formę. Czy podołał? Podołał, i to jak! Wydaję mi się, że to dzięki niemu kawałki Exorcista błyszczą. W końcu gdy pierwotnie były nagrywane w latach osiemdziesiątych, muzycy tego zespołu (w tym wokaliści) byli mniej więcej w jego wieku. Dzięki temu, że na “Utterances…” “użyto” młodego wokalu, wpisującego się w odpowiednią stylistykę, udało się skatalizować i przekazać tę z trudem ujarzmioną energię. Podejrzewam, że nie dokonałby tego żaden starszej daty wokalista, a na pewno nie z takim efektem. 
Tymek nie jest naturalnie jedynym atutem tego wydawnictwa. Główny trzon zespołu czyli Tomasz Godlewski i Paweł Ręczkowski nadal stanowi silną składową kapeli. Dzięki temu Exorcist nie traci swej magii i charakterystycznej atmosfery całości. Dodajmy do tego fakt, że na album trafiły sprawdzone kompozycje, które można było usłyszeć w bardzo rachitycznej jakości na kasetach trzy dekady temu, oraz to, że przy nagrywaniu nowego albumu uzyskano brzmienie tnące niczym brudna i ostra żyleta, i mamy pełen obraz szlachetnego urodzaju jakim dysponuje to przemocarne wydawnictwo. 
Padam na kolana i dziękuję jakiejkolwiek opatrzności, która spoglądała przychylnym okiem na powstawanie tego albumu, właśnie za to, że brzmienie - perkusji, basu i gitar - nie zostało spieprzone, że nikt tego nie chciał unowocześniać na siłę, polerując całość syntetycznym przesterem czy zamulaniem miksu całości sprowadzając wszystkie suwaki equalizera na parter. Tak wiele potencjalnie dobrych wydawnictw ostatnimi laty jest w ten sposób niszczonych. A tu proszę, brzmienie płyty to prawdziwy thrash i tyle. Żadne pitu-pitu, lecz brudny, lecz jednocześnie przejrzysty i mięsisty destylat destrukcji. 
Nie zapominajmy, że jedną z najważniejszych cech, które stanowią o sile i ponadczasowości albumu muzycznego jest zdolność do umiejętnego i urozmaiconego zaaranżowania utworów, tak by wydawnictwo było równocześnie zróżnicowane i ciekawe, a przy tym także spójne. Utwory Exorcista takie właśnie są, dzięki zaciekle atakującym, niebanalnym gitarom i rozmaitym patentom, które niemal prześcigają się w poszczególnych utworach o miano tego najbardziej chwytliwego i kopiącego dupska. “Utterances…” posiada wszystko, co powinien mieć najlepszej światowej klasy metal. Może to dzięki temu, że zawarte na nim utwory zostały skomponowane w tych złotych latach osiemdziesiątych. Nie zmienia to jednak faktu, że te stare numery zostały nagrane z genialną dozą energii i agresji.
Jak na album z 2014 roku Exorcist błyszczy i dumnie pręży swe żelazne muskuły. “Utterances of Going Forth By Day” to gradobicie płynnej stali i niekończąca się chłosta drutem kolczastym. Zawsze mnie ciekawiło jak taki “Ostatni Diakon” i “Sabat Zakonnic” brzmiałyby na porządnym nagraniu. Ten album jest na to odpowiedzią.

Ocena: 6/6
a sam wywiad z zespołem można przeczytać tutaj.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza