Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obsession. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obsession. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 września 2015

Obsession – Marshall Law




Obsession – Marshall Law
1983/1998, Metal Blade Records
Szpaler Marshalli i piątka zakapturzonych egzekutorów to świetny motyw na okładkę, zwłaszcza, że mamy rok 1983, a amerykański heavy/power dopiero się rodzi na jankeskiej ziemi. Prawdziwy heavy metalowy kicz w najlepszym wydaniu. Mimo trochę rachitycznej i topornej kreski grafika prezentuje nam to, czego możemy się spodziewać po krążku jaki skrywa. A to dlatego, że zawartość muzyczna też jest trochę toporna i rachityczna, lecz na szczęście tylko pod kątem produkcji dźwięku. Brzmienie jest wybitnie old-schoolowe, a sama muzyka Obsession prezentuje się z klasą. Słychać, że to stu procentowy metal pełną gębą.
Muzyka przypomina zadziorność i szybkość jaką serwowało nam ADX na samym początku swej kariery. Wyraźne podobieństwo można także znaleźć w amerykańskim Malice, a także w Damien, jeżeli się od niego odejmie wyraźne wpływy Riot. Obsession tłucze energiczny speed metal z melodyjnymi oraz mocarnymi riffami. Jak na 1983 rok ten materiał wręcz zabija. Spokojnie może stawać w szranki z inną świetną epką ze stanów z tego roku, mianowicie z "Deliver Us" Warlorda. Obsession serwuje nam jednak nieco odmienną stylistykę niż majestatyczny i bardziej melodyjny Warlord. Tutaj lecą cegły w okna, tutaj wirują krowie łańcuchy, słowem - rzeźnia niesłychana.
Na "Marshall Law" spotykamy bardzo dobrze dopracowany miks. Wspaniale słychać swawolny bas, a także bardzo fajnie zreverbowany werbel, którego niemiłosierny łomot wspaniale współgra z wysokimi i mięsistymi gitarami. Wiosła mimo niezbyt dużego poziomu przesteru i brzmienia w stylu bzyczenia komara, naprawdę dają radę.
Na płycie możemy znaleźć cztery wyśmienite utwory. EP startuje szybkim i przebojowym "Only the Strong Will Survive". Speed metalowy riff ze złowieszczymi zwrotkami i refrenami przechodzi w ostry gitarowy pojedynek. Wiosła wyją i jęczą niczym upojone seksem kobiety podczas rzymskiej orgii. Płomienie dźwięków przeszywają to nagranie na wskroś raz po raz. Gra solowa i moc, która płynie z tego kawałka to naprawdę heavy metal iście wysokich lotów.
Następny utwór ochładza trochę klimat otulając nas całunem mrocznej tajemnicy. Średnie tempo i zwiastujący zgubę riff otwierający "Hatred Unto Death" idealnie koreluje z umiejętnie kreowanym klimatem. Reszta utworu to doskonałe połączenie wszystkich kluczowych składników, które powinny się znaleźć w takim metalowym oberku. Mamy tu dobre riffy, mamy fajną miarową perkusje, dobre wokale, no i przecudowną grę solową, która uprawia sporo mariaży z wczesnym Iron Maiden i Tokyo Blade.
Klimat ulega natychmiastowego podgrzaniu, po tym jak na wysokich obrotach wjeżdża szybkie i energetyczne "Execution". Tu nie ma miejsca na odstępstwa - szybkie gitary serwują nam taką speed metalową ucztę, że głowa mała. Ostatnim numerem jest utwór tytułowy, czyli "Marshall Law". Szybkie tempo i podwyższona dawka ożywiającego heavy metalu są nadal obecne. Judasowy riff został otoczony z każdej strony przebłyskami strzelających płomieni leadów gitarowych. Ten utwór to szaleństwo autostradowe cadillakiem z urżniętym dachem. Istna speed metalowa impreza.
Wydawnictwo "Marshall Law" pokazuje jak się powinno grać heavy metal. Swoisty znak czasu - bardzo zgrabne amerykańskie świadectwo na to, że Nowy Świat też potrafi tworzyć świetne kompozycje i albumy.
Ocena: 5,5/6

Obsession – Scarred For Life




Obsession – Scarred For Life
1986, Enigma
Trzy lata minęły od świetnej EP "Marshall Law" zanim został nagrany pierwszy pełny album studyjny Obsession. Styl kapeli się przez ten czas wiele nie zmienił, dlatego "Scarred For Life" jest godnym przedstawicielem heavy metalu z tego okresu. To prostolinijny metal z lat osiemdziesiątych. Z fajnymi, chwytliwymi riffami, treściwymi tekstami i melodyjnymi solówkami. Skwierczące dźwięki lampowych wzmacniaczy dodają temu mocy i charakterystycznej siły. Utwory stanowią wręcz podręcznikowy przykład tego jak należy grać fajny, prosty i piękny heavy metal. Dużo tutaj typowej amerykańskiej szkoły gry, lecz zdarzają się także motywy kojarzące się z Niemcami lub Anglią. Taki "Winner Take All" momentami mocno pachnie niemieckim Scanner. Jednak nie ma co analizować każdego utworu dźwięk po dźwięku, gdyż "Scarred For Life" to bardzo dobre wydawnictwo, które zawiera metal wysokiej jakości w każdym swym utworze. "Bang 'em Till They Bleed" jest tak pełen krwiożerczej furii, że aż ściany latają przy odkręconych głośnikach. Gitary tną powietrze niczym jurny drwal kłodę na amfetaminie (i to nie drewno jest tu na dragach).
Obsession nie zapomina także o świdrujących solówkach i melodyjnych harmoniach, które idealnie współgrają z agresywną i dynamiczną wymową tego utworu. Wciąż muzyka Obsession to mocny power metal, silnie zakorzeniony w Tokyo Blade, a swą melodyjnością przypominający inne amerykańskie kapele takie jak Malice, Fifth Angel, Salem's Wych a także nieco Savage Grace. Ogół utworów nie pluje już tak szybkością jak na "Marshall Law", jednak dalej tempo jest stosunkowo wysokie. Niemniej utwory nie tracą na swej kondycji. Jakość materiału zawartego na tym wydawnictwie jest bardzo wysoka.
Kunsztowną okładkę opracował ten sam artysta, który był odpowiedzialny między innymi za takie klasyki jak "From the Fjords", "Burn To My Touch" oraz "The Spectre Within". Fajnie, że oprócz zawartości merytorycznej płyty dopracowano także aspekt wizualny.
Ocena: 5/6

Obsession – Methods of Madness




Obsession – Methods of Madness
1987, Enigma
Jest coś w filmach, które są otwierane przez heavy metalowe utwory. Zwłaszcza jeżeli są to old-schoolowe slashery klasy B! Jeden z nich - "Sleepaway Camp III - Teenage Wasteland" otwiera swą kartę tytułową szybkim i bezkompromisowym metalowym ścigaczem. Tym utworem jest nic innego niż tytułowy utwór z "Methods of Madness" grupy Obsession. Jednak to nie o tym kiczowatym filmie będę mówił, lecz właśnie o drugim albumie studyjnym amerykańskich metalowców.
Z okładki straszy nas kiczowate (a jak!) zdjęcie szalonego naukowca w kłębach dymu. Zabawne, że w tym samym roku Tankard na swym "Chemical Invasion" też miał szalonego naukowca, co prawda w trochę innej stylizacji, jednak motyw wciąż ten sam. "Methods of Madness" stanowi album wybitny, który posiada świetnie dopracowane kompozycje, ociekające kunsztem i duchem prawdziwego heavy metalu. Szybkie, melodyjne - naturalnie we właściwych granicach - gitary oraz przeszywające wokale sprawiają, że to dzieło słucha się nadal przyjemnie po tylu latach.
Z dobrymi kompozycjami w parze idzie świetna produkcja dźwięku. Monumentalny początek otwierającego album "Four Play/Hard to the Core" przeradza się w spienione fale US power metalowej nawałnicy. Szybki i niejednostajny riff wściekle atakuje nasze bębenki, a za nim postępują następne, a za nimi kolejne! Mike Vescera przy tym nie oszczędza swoich strun głosowych. Śpiewa wysoko, z duszą i emocją. Gdy trzeba to wchodzi w jeszcze wyższe rejestry, grzmiąc niby syrena alarmowa.
Kolejna pozycja na płycie czyli "High Treason" swoją formułą przypomina to, co równocześnie w tym samym roku robiło Sanctuary na swym debiutanckim "Refuge Denied". Jest szybko, skocznie, a same gitary prześcigają się w rozrywających nas od środka patentach. Podobną wymowę ma świetny power metalowy hicior "Panic In The Streets". Żeby nie było monotonnie już taki "Too Wild To Tame" jedzie na kilometr przebojowym podejściem do heavy metalu w stylu kapel z Los Angeles z tamtego okresu. Nie należy także zapominać o wyścigowym utworze tytułowym, o którym wspominałem już wcześniej. Kipiący młodzieńczą furią i sypiący żwirem po oczach "Methods of Madness" z niezwykle jaskrawym zaśpiewem w refrenie, to stado mustangów gnające przez prerię, to orzeł opadający na swą sparaliżowaną ze strachu ofiarę, to grzmiący wodospad pośród wypalonego pustkowia. Bezkompromisowa jazda na piątym biegu!
Obsession na tym albumie nie gra wyłącznie szybko. Trafiają się także chwilę refleksji jak "Desperate To Survive". Trafimy także na średnie tempa, lecz nawet tam Obsession nie idzie na łatwiznę, aranżując bardzo ciekawe motywy. Na przykład taki potencjalnie prosty riff w "For The Love of Money" został tak skonstruowany, by co jakiś czas wyskakiwać z ram, w których spodziewaliśmy się, że będzie tkwić. Obsession tym wydawnictwem wpasowuje się w pierwszy szereg US power metalowych kilerów. Niestety to był ostatni album, który kapela nagrała w klasycznym składzie w latach osiemdziesiątych. Do następnego studyjnego krążka przyszło poczekać aż do roku 2006.
Ocena: 5,5/6

Obsession – Carnival of Lies




 Obsession – Carnival of Lies
2006/2007, Mausoleum Records
W zreaktywowanym w 2004 roku Obsession jedynymi członkami ze starego składu kapeli byli wokalista Michael Vescera oraz perkusista Jay Mezias. Pozostałe miejsca w line-upie uzupełnili gitarzyści Scott Boland i John Bruno oraz basista Chris McCarvill. W takim składzie kapela nagrała w 2006 roku album "Carnival of Lies", płytę udaną i pełną fajnych heavy metalowych strzałów. Takie twory jak "Smoking Gun", "Carnival of Lies", "Written in Blood" czy "Playing Dead" nie odbiegają od tego, co prezentowało nam Obsession w latach osiemdziesiątych. Pozostałe numery stanowią w większości dobrze dopracowane i wyważone power metalowe kompozycje na modłę starej amerykańskiej szkoły power metalu. Nagrany na nowo "Marshall Law" także się znakomicie prezentuje.
Kapela bardzo umiejętnie operuje swym brzmieniem. Słychać, że produkcja dźwięku jest trochę bardziej nowoczesna i cyfrowa, jednak nie ulegnięto wszędobylskiemu już nadmiernemu jej polerowaniu. Wzgardzono też motywami, które inne kapele power metalowe zaczęły stosować. Dlatego praktycznie nie uświadczymy tutaj klawiszy ani żadnych brokatowych syntezatorów. Gitarzyści poza tym grają swoje solówki i partie prowadzące w stylu wczesnego Obsession.
Na reedycji Mausoleum Records możemy znaleźć dwa bonusowe utwory - nagrany na nowo "Panic In The Streets" oraz "Judas", które stanowią fantastyczne uzupełnienie tego dzieła. "Carnival of Lies" jest prawomocnym i naturalnym przedłużeniem dorobku Obsession z lat osiemdziesiątych. Nagranie brzmi tak, jakby właściwie nie było aż dwudziestoletniej przerwy między "Methods of Madness" a tym albumem. 
Ocena: 5/6

Obsession – Order of Chaos




Obsession – Order of Chaos
2012, Inner Wound Recordings
"Order of Chaos" na chwilę obecną jest ostatnim albumem jaki nagrał Michael Vescera pod szyldem Obsession. Wydany w 2012 roku album w godny sposób kontynuuje owoce twórczości tej metalowej ekipy. Chciałoby się, by na przykład taki Metal Church albo dowolny inny power metalowy gigant zza Oceanu brzmiał w ostatnich latach tak jak Obsession na „Order of Chaos”. Warstwa instrumentalna brzmi odpowiednio, a Michael Vescera nie zawodzi w swych wokalizach.
Utwór tytułowy ze świetnym, chwytliwym refrenem bryluje na albumie. Widoczne są w nim pewne delikatne elementy wczesnego power metalu z Europy, na szczęście bez zbędnej dawki przemelodyjkowania czy przecukrzenia poszczególnych partii. Obsession, jak na każdym poprzednim albumie, pokazuje swoje różnorodne ścieżki kompozytorskie. Nie mamy tutaj tupanki na jedno kopyto. Znajdziemy tutaj hity, tak jak i kompozycje bardziej klimatyczne jak wstrzemięźliwy „Cold Day In Hell” z neoklasycznymi solówkami. Wyraźne miejsce na albumie zajmuje też pełny podniosłych zaśpiewów i prostych mocnych riffów „Twist of the Knife”. Skojarzenia z Heavens Gate i wczesnymi utworami Blind Guardian mocno nasuwały się wręcz same.
Załoga Mike’a Vescery spróbowała też nagrać coś w stylu nowszego Iron Maiden w postaci „Wages of Sin”. Efekt dość podobny jak w przypadku Brytyjczyków – koneserom takich brzmień, zapewne się spodoba, pozostałym fanom metalu podejrzewam, że już średnio.
Vescera w nim momentami żywo przypomina Midnighta z Crimson Glory, co jest dość ciekawym spostrzeżeniem. Mimo wszystko, cały album jest dość równy w swym poziomie. Obsession dostarcza nam, jak to miało miejsce i wcześniej, wysokiej jakości materiał, którego po prostu przyjemnie się słucha. Nie ma tu miejsca na szokujące niespodzianki, nagłe zmiany stylu i brzmienia czy inne nieprzyjemności. Jest melodyjnie i jest mocno, tak jakby się tego chciało.

Ocena: 4,8/6

Obsession - wywiad


GŁOŚNO, SZYBKO, MELODYJNIE

Michael Vescera jest artystą, który był zaangażowany w wiele różnorakich przedsięwzięć muzycznych. Aktywny muzycznie od ponad trzydziestu lat muzyk nadal czynnie udziela się na scenie metalowejj. Wśród licznych kapel, w których Michael się pojawił warto wymienić Loudness, duński Fatal Force, projekty Yngwiego Malmsteena oraz Rolanda Grapowa, jednak dla wielu wciąż najważniejszym pozostanie ten pierwszy zespół, w którym zaistniał Michael czyli heavy/power metalowy Obsession. Wspomniana kapela ostatnio przymierza się do nagrania kolejnego albumu studyjnego. Sfinansować go miała kampania założona w serwisie Kickstarter, jednak jej przygotowanie pozostawiało wiele do życzenia i w efekcie nie udało się wśród fanów zebrać wystarczających pieniędzy na rozpoczęcie długo wyczekiwanej sesji nagraniowej.

Byłeś członkiem wielu grup i projektów muzycznych. Między innymi udzielałeś się w zespołach Yngwiego Malmsteena oraz Rolanda Grapowa. Jak wspominasz współpracę z tymi artystami?

Michael Vescera: Praca z Yngwiem była ciekawa. To była bardziej impreza niż cokolwiek innego, zupełnie inaczej niż większość ludzi mogłaby pomyśleć. Uważam, że razem stworzyliśmy naprawdę dobry materiał, naprawdę dobrze się nam razem pracowało! Współpraca z Rolandem Grapowem też była świetnym przedsięwzięciem. Koleś jest zabójczym muzykiem i artystą. To był bardzo melodyjny materiał. Roland bardzo profesjonalnie podchodzi do tego, co robi, jednak jest także naprawdę spoko gościem! Bardzo utalentowanym w dodatku!

Czy zamierzasz jeszcze napisać coś w ramach swego projektu solowego lub MVP w przyszłości?

Mam już napisane utwory na kolejną płytę mojego solo projektu. Mam nadzieję nagrać ten materiał naprawdę niedługo!

Bierzesz też udział w przedsięwzięciu zwanym Animetal USA. Czy możesz nam opowiedzieć trochę o tym projekcie? Nie ukrywam, że sam o nim niewiele wiem, bo trafiłem na tę nazwę stosunkowo niedawno.

Animetal USA jest zespołem opierającym się na anime. Aranżujemy na nowo popularne utwory z filmów anime i nagrywamy je w stylu heavy/speed metalowym. To naprawdę świetna sprawa i dobra zabawa być członkiem tej kapeli. Na scenę zakładamy odpowiednie stroje, make-up i tak dalej. Animetal jest bardzo popularny w Japonii, a także w innych częściach świata. Goście w naszym zespole to niesamowici muzycy - Rudy Sarzo, Chris Impelliterri, John Dette. Zaczynamy właśnie nagrywać trzeci album, który ujrzy światło dzienne na początku 2015 roku.

Na których projektach chcesz się aktualnie skoncentrować? Czy masz jakieś plany dotyczące Obsession? Słyszałem, że wystartowaliście kampanię na Kickstarterze, dzięki której mieliście zebrać środki na nagranie kolejnego albumu, jednak okazała się ona niewypałem. Co zamierzacie zrobić teraz w takim wypadku?

Moim głównym polem działań będzie teraz Animetal USA oraz Obsession. Jeżdżę też ze swoim solowym projektem, mam zabookowane koncerty w Europie na październik, listopad i grudzień, na których będę też grał utwory, które tworzyłem z Loudness, Yngwiem, Obsession i tak dalej. Nasza kampania na Kickstarterze była swoistym wypróbowaniem tego sposobu na finansowanie muzycznych przedsięwzięć. Kickstarter jest dość śmiechawą sprawą i w sumie nie jest tak prosty jak wiele osób może uważać Wyciągnęliśmy wnioski z pierwszej kampanii i myślę, że wystartujemy z kolejną, jednak już na innej, bardziej przyjaznej stronie. Naszym zamiarem było samodzielne uzyskanie wystarczających środków na nagranie albumu. Jest to niezwykle trudne przy ograniczonych zasobach pieniężnych. Gdy muzyka jest twoja pracą, niemożliwym jest by samodzielnie (albo zespołowo) sfinansować całą sesję nagraniową płyty o odpowiedniej jakości! W każdym razie sprawę dystrybucji mamy dogadaną z Innerwound. Emil to świetny gość, który zna się na promocji i dystrybucji muzyki.

Kto był mózgiem ustalania poszczególnych pledge’ów w kampanii na Kickstarterze?

Te decyzje podejmowaliśmy kolektywnie jako cały zespół. Wiele się z tego nauczyliśmy i następnym razem, będziemy mieli lepsze podejście do tego typu przedsięwzięć.

Chciałbym omówić historię Obsession i twój wkład w rozwój tego zespołu. Kapela została założona w 1982 roku. Kto ją założył i jak wyglądały okoliczności, w których zespół zaczynał działalność?

Bruce Vitale i Jay Mezias byli kumplami ze szkoły, tak samo jak Art Maco i Matt Karagus. Nie jestem pewien w jakich okolicznościach cała czwórka się spotkała, ale wydaję mi się, że stało się tak przez wspólnego znajomego. Obsession powstało na kilka miesięcy przed tym jak dołączyłem do zespołu. W lokalnej gazecie muzycznej znalazłem ogłoszenie, że poszukują wokalisty w stylu Judas Priest, Iron Maiden, UFO i tak dalej. Byłem wtedy wielkim fanem tych zespołów, więc stwierdziłem, że spróbuję swoich sił, gdyż także szukałem kapeli, który wzorowałaby się na tych nazwach. Gdy się spotkaliśmy byłem pod wielkim wrażeniem ich umiejętności muzycznych! Zagraliśmy kilka prób, które wyszły nam bardzo dobrze. Pierwsze koncerty jakie graliśmy składały się głównie z coverów, jednak z każdym kolejnym gigiem dokładaliśmy do setu coraz więcej swojego materiału. Nasze kawałki podobały się wszystkim tak bardzo, że w końcu zarzuciliśmy granie coverów na koncertach. Stało się to w sumie dość szybko, w jakieś sześć czy osiem miesięcy!

Po raz pierwszy pojawiliście się na kompilacji “Metal Massacre II”. Obok was trafiły tam utwory kapel, które w następnych latach stały się całkiem znane - Overkill, Armored Saint, Savage Grace i Warlord. Jak się załapaliście na to wydawnictwo?

Skontaktowaliśmy się z Brianem Slagelem. Wyraziliśmy swoje zainteresowanie pojawienia się na kolejnej odsłonie kompilacji „Metal Massacre”, a on poprosił nas o wysłanie naszego materiału do oceny. Tak też zrobiliśmy. Nasza muzyka mu się spodobała, więc umieścił nas na tej płycie.

Jak to się stało, że przez Metal Blade wypuściliście tylko swoją EP “Marshall Law”? Dlaczego nie kontynuowaliście współpracy dalej?

Nie pamiętam już dokładnie co było tego powodem. Epki były dość powszechnymi wydawnictwami w tamtym czasie, więc pomyśleliśmy, że to będzie całkiem dobry start dla nas! W sumie efekt wyszedł całkiem nieźle.

Wasze dwa pierwsze albumy - “Scarred For Life” i “Methods of Madness” są przez wielu metalowych maniaków uznawane za ponadczasowe klasyki. Jak wyglądają teraz twoje odczucia względem tych płyt? Czy gdyby to było możliwe, to czy wprowadziłbyś do nich jakieś zmiany?

Uwielbiam te albumy. Doceniam te płyty teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Zdaję sobie sprawę z tego, że to co wtedy zrobiliśmy, było naprawdę niesamowite jak na tamte czasy. Zawsze się jednak znajdzie coś, co chciałoby się potem zmienić, ale to raczej efekt własnych upodobań. Może “Scarred…” mogłoby mieć bardziej przestrzenne brzmienie, jednak nadal jest świetnym wydawnictwem!

Kto zdecydował, by machnąć teledysk do “For The Love of Money” a nie do jakiegoś innego wałka?

Wytwórnia tak zadecydowała. Wszystko wtedy było robione pod MTV i pod to, by teledysk był jak najdłużej w obrocie. Wówczas MTV dyktowało kierunek rozwoju naprawdę wielu grupom muzycznym. Bardzo lubiliśmy ten utwór, więc nie mieliśmy z tym problemu, by do niego nakręcić klip.

Dwa utwory z “Methods of Madness” znalazły się na ścieżce dźwiękowej w filmach z serii “Sleepaway Camp”. W jaki sposób one trafiły do tych filmów?

Wytwórnia i w tym miała spory udział. Stwierdzili, że nasza muzyka będzie idealnie pasować do slasherów. Nasze utwory pojawiają się także w innych filmach tak prawdę mówiąc. Pierwotnie mieliśmy zrobić też małe cameo w “Sleepaway Camp” jednak nasz grafik nam to uniemożliwił.

Co stało za ówczesnym rozpadem Obsession?

Zespół borykał się z wieloma problemami wewnętrznymi. Po trasie promującej “Methods of Madness” kapela zaczęła się rozpadać. Razem z Brucem musieliśmy znaleźć zastępstwo za pozostałych członków kapeli, jednocześnie pisząc materiał na trzeci album. Znaleźliśmy się w punkcie, w którym nie byliśmy pewni czy zespół podąża w dobrą stronę. Zacząłem też wtedy dostawać oferty od innych zespołów, które poszukiwały wokalisty. Mój management stwierdził, że w tej sytuacji w mym interesie będzie leżała zmiana kapeli. Wówczas też miałem takie odczucia. Porzuciłem wtedy Obsession na rzecz Loudness!

Właśnie. W 1988 roku wstąpiłeś w szeregi Loudness. Jak do tego doszło?

To było dość szalone w pewnym sensie. Zadzwonił do mnie ich angielski management. Powiedzieli mi, że goście z Loudness widzieli klip Obsession w MTV i bardzo im się spodobałem i byliby zainteresowani przesłuchaniem mnie do roli wokalisty w ich zespole. Byłem wtedy wielkim fanem Loudness, więc zgodziłem się na lot do Tokio. Spędziłem trochę czasu z kapelą, zagraliśmy kilka przesłuchań i tak dalej. Wszystko poszło na tyle gładko, że wkrótce dostałem propozycję gry w tym zespole!

Nagraliście razem dwa albumy, jednak w 1991 roku wasze ścieżki się rozeszły. Co było powodem twego odejścia z tego legendarnego zespołu?

Głównym powodem były kierunki muzyczne. Zespół wtedy zmierzał w stronę bardziej abstrakcyjnych stylów, z czego nie byłem zadowolony. Dużo złych decyzji padło w zakresie tras, promocji, finansów i tak dalej. I to podjętych zarówno przez zespół jak i przez management. Nie robiliśmy wiele poza granicami Japonii i południowo-wschodniej Azji, a wtedy naprawdę potrzebowaliśmy promocji także w innych częściach świata. Tak się nie działo, więc postanowiłem poszukać szczęścia gdzie indziej.

W 2002 roku nastąpiła reaktywacja Obsession, jednak z oryginalnego składu pozostałeś tylko ty oraz Jay Mezias. Co się działo wtedy z resztą?

Wszyscy oryginalni członkowie dostali propozycję grania w odrodzonym Obsession, lecz jedyną osobą, która była dostępna i była tym zainteresowana, był Jay. Chcieliśmy mieć cały oryginalny skład, jednak okazało się to niemożliwe!

Comeback album “Carnival of Lies” był całkiem udanym wydawnictwem. Podobno natrafiliście na pewne problemy ze strony wytwórni. Czy możesz nam powiedzieć nieco o tych przeciwnościach losu?

W głównej mierze chodzi o zupełny brak promocji i nieuczciwe umowy. Jestem bardzo zadowolony, że Emil i Innerwound będą wkrótce wydawać na nowo ten album. Został on ponownie zmiksowany, zmasterowany i ma nowy artwork. Świetnie, że ta płyta doczekała się odpowiedniego wydania. Dzięki temu czuję się znacznie lepiej.

“Order of Chaos” jest, póki co, waszym najświeższym albumem. Co możesz nam o nim powiedzieć, jak prezentuje się on w porównaniu z innym pozycjami w waszym katalogu?

Uważam, że z każdym kolejnym nagraniem rozwijamy się jako muzycy. Zawsze się znajdzie coś nowego, czego można się nauczyć. Ten album jest naprawdę dobrą płytą, tak samo jak wszystkie poprzednie.

Czy macie już skomponowane utwory na następną płytę Obsession czy nadal piszecie materiał?

Mamy już wszystko przygotowane, czekamy tylko na wejście do studia nagraniowego. Następny album Obsession będzie prawdziwym kilerem, prawdziwym melodyjnym metalem!

Jak wygląda pisanie nowych utworów w Obsession? Kto piszę muzykę i kto buduje strukturę kompozycji? Czy tylko ty jesteś autorem tekstów?

Tak, jestem jedynym autorem tekstów w Obsession. Muzykę głównie tworzę razem z Johnem Bruno. Scott Boland także ma pewien wkład w nowe utwory. Zwykle siadamy razem i rozpisujemy strukturę utworu i poszczególnych partii. Bardzo chcielibyśmy, by reszta członków zespołu także miała wymierny wkład w kompozycje, może tak będzie następnym razem!

Przejrzałem sekcję z merchem na waszej stronie i niestety nie natrafiłem na żadne poprzednie nagranie. Fani mogą tylko kupić ostatni album ze strony Innerwound Recordings. A co z resztą płyt?

Innerwound będzie wydawać na nowo całą nasza dyskografię. Wszystkie albumy będą zremasterowane i zostaną dodane do nich fajne bonusy. Będą także nowe przypisy w bookletach, bardzo rzadkie, nigdy nie wydane fotografie i tym podobne. Jesteśmy bardzo podekscytowani tym, że wszystkie albumy zostaną wydane na nowo w ten sposób.

Jak wyglądają obecne plany koncertowe Obsession?

Mamy nadzieję odbyć jakąś trasę pod koniec tego roku lub na początku następnego. Gramy kilka koncertów tutaj w Stanach. Póki co, nie możemy zrobić więcej bo wszyscy mają szalenie zapchane rozkłady. Myślę, że przy okazji wydania na nowo “Carnival…” i reszty naszej dyskografii, warto będzie wrzucić Obsession wyższy bieg i pozwolić sobie na bardziej intensywne koncertowanie!


Przeprowadzono: sierpień, 2014