Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vektor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vektor. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lipca 2016

Vektor – Terminal Redux





Vektor – Terminal Redux
2016, Earache Records

DiSanto ze swoją załogą dostarczyli swój trzeci album. Długo wyczekiwane nagranie ujrzało w końcu światło dzienne. Forma i renoma Vektor sprawiła, że oczekiwania były wysokie. Po prawdzie trudno było nawet określić, czego można by się spodziewać po tym zespole. Z jednej strony ich styl jest niezwykle pionierski i idzie o wiele dalej niż w takim Obliveon czy Sadus, z drugiej strony - czyż nie wyczerpali go z naddatkiem na poprzednich dwóch albumach? Czy można jeszcze stworzyć coś podobnego, co jednak nie będzie autoplagiatem? Szybko okazało się, że tak.

Już w pierwszym utworze, który trwa bagatela dziewięć minut, wiele się dzieje. Wieloaspektowość i wielowymiarowość kompozycji sprawiają, że kompozycje są płynne i naturalne. Vektor, jak zwykle zresztą, stawia wysoko poprzeczkę w kwestii techniki i poziomu skomplikowania swych motywów. Ich muzyka jednak jest przy tym niezwykle naturalna. Nie jest to sztuczne i wymuszone popisywanie się brandzlowaniem instrumentami, lecz przemyślana inicjatywa, w której wyczuwa się dbałość o artyzm i sztukę.

“Terminal Redux” brzmi inaczej niż “Outer Isolation” czy genialny “Black Future”. I dobrze - Vektor nie zjada własnego ogona, lecz dalej rozwija niszę, w której się znalazł. Ich styl jest jedyny w swoim rodzaju. Choć wyraźnie bazuje na dorobku takich zespołów jak Obliveon, Chemical Breath i w małym stopniu Voivod, to jednak ich muzyka wznosi się zdecydowanie ponad te swoiste fundamenty, poszerzając granice takiej stylistyki w sposób wręcz pionierski.

Na “Terminal Redux” pojawiają się nowe elementy (jak te plemienne chóry pod koniec “Charging the Void” czy zaskakująco czyste zaśpiewy w “Collapse”) i rozwinięto także motywy, które gościły w pewnym stopniu na poprzednich płytach - lekkie wpływy jazzowe, blackowe i progresywne. Nadal jest to jednak thrash metalowy techniczny łomot wzbijający się w bezkresy nieujarzmionej ekspresji. Nie zabrakło także przeszywających chrapliwych wrzasków samego DiSanto, którego wokale nie straciły swej magii i barbarzyństwa.

A ekspresja jest tu bardzo istotna, gdyż “Terminal Redux” jest w końcu albumem koncepcyjnym - opowiadającym interesującą historię. Warstwa muzyczna w albumach koncepcyjnych musi odzwierciedlać wszystkie niuanse opowieści, którą snuje. Muzyka Vektor na “Terminal Redux” spełnia ten wymóg w sposób tak fantastyczny, że niemal go redefiniuje na nowo. No i te teksty. Wszystkie utwory obfitują w bardzo rozbudowaną warstwę liryczną, tworząc swoisty epos science fiction - zwłaszcza, że fabuła jest zdecydowanie lepsza niż nowych Gwiezdnych Wojnach na ten przykład. Szata liryczna jest przy tym tak dobrze skrojona, że nie uświadczymy tutaj stałej bolączki concept albumów - nadmiaru miałkich i nudnych opisów. Tekstu jest sporo, ale jego zaletą jest przede wszystkim jakość i dobre dopasowanie do muzyki i konkretnego nastroju, który panuje w danym momencie w kompozycji.

Opisywanie poszczególnych kompozycji nie ma sensu - mnogość elementów, zmian, motywów, wymiarów jest tak bogata iż mijałoby się to z celem i przerodziło w niepotrzebne lanie wody. Zwłaszcza, że kompozycje Vektor nie są jedynie zlepkiem riffów, a pełnymi emocji uwerturami prawdziwego kunsztu. Właściwości tego dzieła są niezwykle indywidualne i genialne. “Terminal Redux” z łatwością może porwać słuchacza w wędrówkę po astralnych bezmiarach.

Czy jest to najlepszy album Vektor? Tutaj wahałbym się szafować wyrokami. Nadal moją najbardziej ulubioną płytą jest “Black Future”. Czas zweryfikuje jak na jej tle prezentuje się “Terminal Redux – płyta o wiele bardziej bogata w różnorodność motywów i wątków, a należy pamiętać, że “Black Future” też stanowiła ich nieprzebrane wręcz źródło. Jedno nadal pozostaje pewne - Vektor potrafi dostarczyć muzykę niezwykle skomplikowaną i złożoną w taki sposób, że się jej słucha tak samo przyjemnie, łatwo i prosto jakby wcale nie była tak zawiła i wielopłaszczyznowa.

Ocena: 6/6

środa, 2 września 2015

Vektor – Black Future






Vektor – Black Future
2009/2013, Earache Records

Dobrze pamiętam moje pierwsze odczucia, gdy spotkałem się z twórczością tego zespołu. Pierwsze co się mi rzuciło w oczy to ta nieszczęsna logówka. Skojarzenia z Voivod nasuwają się wręcz same. Pamiętam, że nie byłem z tego zadowolony - raz, że nie przepadałem wówczas za twórczością kanadyjskich połamańców, dwa, że nie przepadam za bandami kserobojów, próbujących się wybić na sukcesie innych, znanych i szerzej docenianych kapel. Normalnie nie przywiązałbym większej uwagi do twórczości tego zespołu, jednak moja dusza melomańskiego odkrywcy oraz bardzo pochlebne opinie znajomych na temat "Black Future" skłoniły mnie w końcu po sięgnięcie po to wydawnictwo.

Aura w tamtym okresie była wyjątkowo nieprzyjazna. Ostra zima 2009, śnieg, silne zawieje i mróz. Wroga pogoda potęgowała mój sceptycyzm, który jednak bardzo szybko się rozpadł pod wpływem rozpoczynającego album utworu tytułowego. Jak się okazało Vektor siarczyście łoi połamany, lecz wciąż czytelny ekscentryczny mariaż thrash metalu, w którym owszem, występuje dużo progresji, jednak, który nie stroi od prędkości i tłamszącej agresji. Jak już pisałem, nie jestem fanem Voivod, jednak zawsze szanowałem ich twórczość. Progresywny thrash, i w ogóle progresywna muzyka, nigdy nie znajdzie we mnie oddanego entuzjasty, jednak zawsze lubiłem płyty takich zespołów jak Coroner, Mekong Delta czy Midas Touch. Do moich faworytów należą także "Control and Resistance" Watchtower oraz "The New Machine of Liechtenstein" Holy Moses. Dodam, że w Vektor jest tyle progresji ile przeciętny fan thrashu może znieść. Osiągnięcie czegoś takiego wymaga wiele umiejętności od młodych muzyków. To nie lada sztuka, by muzyka nie zatraciła pierwotnej energii i siły pod technicznymi riffami. "Black Future" dowodzi tego, że Amerykanie podołali temu wyzwaniu. Brutalne zagrywki, dużo fajnej techniki i wściekły, opętańczy wokal Davida DiSanto współtworzą genialne kompozycje o dużej wartości muzycznej, które poza tym się po prostu świetnie słucha. Struktury utworów ciągle się zmieniają. Zaskakują swą elastycznością i różnorakimi formami dopasowania do niejednostajnego kształtu albumu. Mimo swego dynamizmu formy, klimat i niesamowita atmosfera płyty pozostają niezmienne.

Otwierający album utwór tytułowy jest ciosem, który wbija się w brzuch i przecina jelita swą skomplikowaną, a zarazem brutalną formą i potęgą. Szybkie przesterowane gitary i demoniczne skrzeki wokalisty nie biorą żadnych jeńców. Drugi na płycie "Oblivion" jest kompozycją obfitującą w agresywne ultraszybkie tremola oraz przejmujące melancholijne melodie. Zespół nie traci swego technicznego pierwiastka.

Cieszy fakt, że Vektor nie jest odbitką jakiegokolwiek innego zespołu, lecz tworzy własny rozpoznawalny styl i brzmienie. Słychać inspiracje Coronerem i Voivod, jednak są to właśnie tylko i wyłącznie inspiracje. Twórcy "Black Future" niczego nie przepisują, niczego nie próbują przemycić z kosmetycznymi zmianami lub bez nich. To nie jest zespół pokroju Toxic Holocaust, który ma może ze trzy autorskie riffy, a resztę stanowią skopiowane zagrywki z innych, starszych zespołów. Wiadomo, podobny styl reprezentowały starej daty wizjonerskie kapele pokroju Obliveon i Chemical Breath, jednak Vektor doprowadził tego typu granie na jeszcze wyższy poziom - zarówno pod względem techniki jak i klimatu.

Ultrasoniczny lot "Black Future" kontynuuje niszczycielski "Destroying The Cosmos". Złudnie zaczynający się spokojną melodią by przejść w piorunujące galopady, wyścigowe tremola, poprzetykane technicznymi przejściami, które w dalszej części utworu przechodzą w progresywną zadumę. Gra solowa i zdumiewająca thrashowa melodia kończące utwór to jeden z najlepszych dowodów na majstersztyk tej młodej kapeli. Miękkie dźwięki w "Forest of Legends" stanowią element kreatywności i dowód na gotowość wychodzenia poza ramy gatunku. Na tym nagraniu te spokojne wstawki współgrają bardzo dobrze z całokształtem albumu, sprawiając, że jest on jednocześnie ciekawy i niejednorodny. Łomoczący werbel i stopa oraz thrashowe riffy gitar i basu w "Hunger For Violence", mimo przejścia w pokrętne połamańce i ponure zaśpiewy, nie wytracają swej siły przebicia. Vektor dzięki temu nie gra nudno. Okrasza swe riffy cudownie melodyjnymi i umiejętnymi solówkami.

Najkrótszym utworem na tym wydawnictwie jest niespełna pięciominutowy "Deoxyribonucleic Acid", który jest przykładem na to, ze nawet o kodzie genetycznym można pisać ciekawe utwory. Zespół tutaj umiejętnie manipuluje klimatem, przechodząc z tajemniczego i mrocznego wstępu do szybkiego i kolczastego scherzo. Jakby podkreślając różnorodność muzyczną składającą się na to wydawnictwo, na "Asteroid" zespół upraszcza trochę formę swoich zagrywek i figur. Mamy tutaj do czynienia z hiciarskim i prędkim numerem ze śpiewnym refrenem rodem z wczesnego Destruction. Nawałnica niesamowitych dźwięków towarzyszy nam na całej epickiej długości trwania "Dark Nebula". Melodia idzie w parze z mięsnymi riffami, a temu wszystkiemu towarzyszą jak zwykle szwadrony ciekawych koncepcji.

Mistrzowskim zwieńczeniem tej kosmicznej podróży jest trzynastominutowy "Accelerating Universe". Niesamowite jest to jak Vektor sprawia, że jego ponad dziesięciominutowe kompozycje, których jest tutaj aż trzy, zamiast nudzić, orzeźwiają swymi interesującymi aspektami i nieziemskim klimatem. Podziw towarzyszy każdej minucie spędzonej nad tym wydawnictwem. Zamiast zaperzyć się i tkwić w bajorku "old-schoolowości" tych czterech młodych gości wzięło sprawy w swoje ręce i, umiejętnie manipulując różnymi pokrewnymi stylami, uformowali dzieło wiekopomne, interesujące i metalowe do bólu. Żadne szufladki i bariery gatunkowe nie stanowiły tutaj przeszkody. Dlatego tego dzieła będzie się słuchać z przyjemnością za parę lat, tak samo jak teraz starszych albumów Coronera, Obliveon, Holy Moses czy Voivod.


Ocena: 6/6

wtorek, 19 maja 2015

Vektor - wywiad



  

Kosmiczny thrash metal

Piewcy nauki, kosmosu oraz science fiction i przy okazji jeden z najoryginalniejszych zespołów nowej fali thrash metalu. Vektor na swym genialnym "Black Future" i prześwietnym "Outer Isolation" pokazał, że już jest znaczącą marką na scenie metalowej i dobrze zapowiadającą się klasyką gatunku. Z wywiadu, który przeprowadziliśmy z założycielem, liderem i mózgiem grupy - Davidem DiSanto - dowiedzieliśmy się kilku ciekawych faktów z życia kapeli, między innymi dlaczego kapela przeniosła się do Philadelphii oraz jak przebiegają pracę nad trzecim studyjnym dziełem kosmicznych thrasherów. Zapraszam do lektury.
Witam i pozdrawiam! Vektor został założony w 2002 roku pod nazwą Locrian. Dlaczego postanowiłeś zmienić szyld kapeli dwa lata później?

David DiSanto: Hej! Postanowiłem zmienić nazwę, gdyż funkcjonował już inny band pod takim szyldem i pomyślałem, że powinienem wymyślić coś o wiele bardziej fajniejszego. Wtedy, gdy zaczynałem wszystko składać do kupy w kwestii zespołu, wyglądało to zupełnie inaczej. Był to raczej projekt muzyczny niż zespół z prawdziwego zdarzenia. Na pierwszym demo sam nagrałem wszystkie instrumenty oprócz bębnów, na których grał mój przyjaciel Willy Redshaw. Nazwa Locrian była tylko tymczasowa. Wymyśliłem ją na potrzeby tego demo ponieważ musiałem jakoś nazwać ten projekt. Nie mógłbym pokazywać go komukolwiek bez jakieś nazwy (śmiech).

Dlaczego koniec końców wybrałeś Vektor na ostateczną nazwę dla zespołu?

Uważam, że Vektor bardziej pasuje do naszego brzmienia. Nazwę wziąłem od biologicznej definicji tego słowa - od nośnika przenoszącego choroby. Komar jest wektorem malarii, a my jesteśmy kosmicznym wektorem rozsiewającym naszą zepsutą muzykę wśród mieszkańców Ziemi.




Wasz styl muzyczny jest łatwy do rozpoznania pośród innych zespołów. Nie stronicie także od bardzo różnorodnych wpływów w waszych utworach. Czy sami nadal uważacie siebie za zespół thrash metalowy?

Zdecydowanie tak, jesteśmy thrash metalowi do szpiku kości. Thrash jest moim ulubionym gatunkiem muzycznym, jednak podobają mi się także zupełnie inne style. Ograniczanie się tylko do jednego nurtu, do jednego gatunku, jest bardzo krótkowzroczne. Te wszystkie świetne kapele thrash metalowe z lat osiemdziesiątych słuchały i inspirowały się przecież zupełnie czymś innym niż thrash i to pewnie dlatego ich muzyka była tak genialna. Zawsze będziemy mieli silne korzenie w scenie thrash metalowej i zawsze będziemy przekraczać wszelkie granice jakie napotkamy na naszej drodze.

Co jest dla ciebie ważne podczas procesu pisania nowego materiału?

Dla mnie najważniejszą rzeczą zawsze jest czas. To jest coś, czego nigdy nie mam pod dostatkiem.

Wygląda na to, że naprawdę lubisz tworzyć długie kawałki. Już zdążyliście nagrać kilka takich, które są dłuższe niż dziesięć minut. Czy taki był ich cel czy po prostu zwyczajnie nie wiedziałeś kiedy skończyć?

Wszystko zależy o tym w jaki sposób przepływa przeze mnie twórcza wena, gdy zaczynam komponować materiał. Czasem piszę długie kawałki w których poruszam pomysły, których nie da się zwięźle przekazać. Nierzadko utwór jest długi, gdyż dotykamy jakieś niejednoznacznej idei. Podoba mi się, gdy utwory są pisane z sensem, a ich słuchanie jest niczym wyruszenie w epicką odyseję. Za to innym razem mam ochotę po prostu machać banią do intensywnie druzgocącego metalu.

Czy masz już jakieś plany na trzeci album studyjny?

Tak! Piszę utwory na następny album właśnie w tej chwili! Póki co mamy pięć numerów.

Czy możesz nam powiedzieć kiedy możemy się spodziewać jego nagrania? W jaki sposób będzie się różnił od "Black Future" i "Outer Isolation"?

Wszystko zależy od tego jak to się wszystko potoczy w najbliższych kilku miesiącach. Ostrożnie obstawiam, że sesja nagraniowa będzie miała miejsce na przełomie wiosny i lata, a premiera pod koniec 2014 roku. Album będzie podobny do naszych dwóch poprzednich płyt ponieważ nie zamierzamy odbiegać od naszego pierwotnego brzmienia. Jestem niesamowicie zadowolony z riffów, które do tej pory stworzyliśmy. To chyba są najlepsze patenty jakie dotychczas napisaliśmy. Nowy album będzie jakby kombinacją dwóch poprzednich i wyniesieniem ich na zupełnie nowy, wyższy poziom. I to pod każdym względem - ciężaru, prędkości i nienawistnego space metalu.



Motywy w tekstach waszych utworów skupiają się wokół science fiction, nauki i futurystycznych wizji. Czy mógłbyś nam opowiedzieć jakie książki i filmy wpłynęły na twoją twórczość?

Obejrzałem za młodu masę horrorów i filmów science fiction. Moi rodzice nie utrudniali mi dostępu ani do nich, ani do samej telewizji. "Mad Max", "Obcy 2", "Predator", "Blade Runner", "Gwiezdne Wojny", "THX 1138", "Terminator" i "Kosmiczne Łowy" wywarły na mnie niesamowity wpływ i totalnie zlasowały mi mózgowie. Uwielbiałem także oglądać "The Cosmos" z Carlem Saganem, podobało mi się to w jaki sposób łączył ze sobą astronomię i filozofię. Nadal jestem pod wielkim wpływem takich serii jak "Zagadki wszechświata z Morganem Freemanem" oraz "Planeta Ziemia". Około 90% moich tekstów napisałem w trakcie tego jak się zastanawiałem nad aspektami rzeczywistości w naszym Wszechświecie i nad filozofią istnienia.

Jak wygląda odbiór waszej muzyki przez fanów podczas koncertów? Czy ich reakcje zmieniają się wraz z graniem przez was kolejnych kawałków czy też na ogół masz do czynienia z jednym schematem zachowań, na przykład ciągłym młynem pod sceną lub też ze zwyczajnym staniem i milczącym przyglądaniem się waszemu występowi?

Zawsze jest tak, że na koncercie części ludzi odpieprza kompletnie, a pozostała część intensywnie wsłuchuje się w naszą muzykę. Różni ludzie różnie się bawią do muzyki, ale zawsze odczuwamy tony energii spływające na nas z tłumu. Mamy bardzo zróżnicowanych fanów, co jest ekstra na swój sposób. Mosh pity zwykle mają skłonność do wygasania w trakcie naszych cichszych i bardziej atmosferycznych momentów, ale eksplodują ze zdwojoną siła, gdy utwory wracają na bardziej dynamiczne tory.

Pochodzicie z Arizony jednak ostatnio przenieśliście się zespołowo do Philadelphii. Co wpłynęło na waszą zmianę miejsca zamieszkania? I dlaczego akurat Philadelphia?

Potrzebowaliśmy zmiany powietrza. W Phoenix mieszkają naprawdę spoko ludzie, jednak jest to zwyczajnie jedna wielka rozlazła mieścina, składająca się głównie z przedmieści. Wybraliśmy wschodnie wybrzeże, a nie Kalifornię, gdyż jest to rejon o wiele bardziej odmienny od Arizony. Philadelphia posiada spory underground metalowy oraz punkowy i każdy jest tu do nas bardzo pozytywnie nastawiony.

Stwierdziłeś, że nie zamierzacie nadmiernie odbiegać od waszego pierwotnego brzmienia. Dlaczego nie zamierzacie zmieniać stylu, ani go rozwijać w przyszłości?

Nie zamierzam w swych wędrówkach muzycznych zawędrować na dalekie rubieże, gdyż uważam, że to słaba opcja, gdy zespoły się zbytnio zmieniają lub gdy próbują naprawiać to, co nie jest zepsute. Zawsze będziemy prawdziwym Vektor i zawsze będziemy grać kosmiczny thrash metal. Będziemy jedynie delikatnie rozwijać i rafinować to, co już posiadamy i tylko po to, by jeszcze bardziej wyostrzyć to, co już aktualnie gramy. Na szczęście nasze bieżące brzmienie jest wielowymiarowe i rozwinęło się w wielu kierunkach.


"Black Future" i "Outer Isolation" zostały niedawno wydane na nowo w limitowanych wersjach w kartonowej obwolucie. Co nowego możemy znaleźć na tych wydawnictwach?

Te wznowienia były koniecznością. W tym czasie znajdowaliśmy się między różnymi wytwórniami. Nie mieliśmy żadnych fizycznych kopii naszych albumów, więc sami sfinansowaliśmy dodatkowe tłoczenie. Nie ma na nich nic nowego, jednak dzięki temu mieliśmy możliwość ofiarować coś fanom do zakupienia podczas naszych tras.

Jak wygląda wasza współpraca ze Zbigniewem Bielakiem?

Zbigniew jest artystą, który stworzył artwork do "Outer Isolation" wydanego przez Earache Records. Osobiście jest wielkim fanem Vektor i bardzo chciał stworzyć dla nas grafikę. Pierwotnie jego praca miała tylko się znaleźć na okładce wydania winylowego, jednak chyba Earache zamierzało całkowicie odświeżyć całość. Jego interpretacja okładki jest zupełnie inna niż oryginalna praca, jednak uważam że obydwie wersje są naprawdę super.

Wygląda na to, że macie całkiem sporą bazę fanów w Polsce, a także w innych europejskich krajach. Czy zamierzacie wyruszyć w jakąś europejską trasę w niedalekiej przyszłości.

Chcemy wyjechać do Europy już od ładnych paru lat. Jest to dla nas bardzo trudne z powodu znacznych kosztów. Myślę, że promotorzy z Europy będą bardziej chętni nam pomagać, gdy do głosu dojdzie silna wola naszych fanów. Występ na Hellfest pokazał jednoznacznie, że jesteśmy popularnym zespołem na Starym Kontynencie. Wydaję mi się, że po wydaniu trzeciego albumu będziemy mieli szansę na światową trasę, więc zahaczymy także o Europę.

I na koniec pytanie dotyczące waszego logo. Jak często ludzie porównują waszą logówkę do Voivod? Czy uważasz takie porównania za uzasadnione?

Cóż, fakt, że obie nazwy zaczynają się od V nie pomaga, nie? (śmiech) Pierwotnie chciałem by logo naszego zespołu było bardzo w stylu sci-fi. Wydawało mi się, że nie będzie aż nadto przypominało logo Voivod, jednak ludzie ciągle je porównują i porównują. Nie przeszkadza mi to, gdyż Voivod jest jednym z moich najbardziej ulubionych zespołów. Gdy już się przestanie zestawiać ze sobą wizualne aspekty obu logówek, wtedy się powinno dostrzec, że nasza muzyka nie jest kalką z Voivod. Na scenie metalowej zawsze będą problemy dotyczące podobieństw z logo. Tak jest na scenie thrashowej, deathowej oraz blackowej. Ich loga także są do siebie bardzo podobne.

przeprowadzono: 10.2013