sobota, 5 marca 2016

Division Speed - wywiad





Ludzkość niszcząca się nawzajem to ciekawy motyw


Analne gwałty przez kozłogłową personifikację diabła? Okultystyczne rytuały ku chwalę piekielnych potęg? Peany diabelskich zastępów plujących siarką i smołą ze swych oślizgłych zdeformowanych penisów? No nie do końca - gdyż Division Speed bardzo ciekawie połączył black/thrash z tematyką konfliktów zbrojnych z Drugiej Wojny Światowej. Choć zespoły black/thrashowe czasem poruszają tematykę wojny, to jednak raczej nie koncentrują się na niej w pełni, a tak właśnie robi Division Speed. Nie dość, że ich muzyka jest, używając określenie Venomessiaha z poniższego wywiadu, jak V2 w Londyn, to jeszcze tematyka utworów ściśle dotyczy udziału Niemiec w II Wojnie Światowej. Dość oryginalne połączenie, zwłaszcza jak na bądź co bądź niemiecki zespół. W końcu u nich ten okres historii nadal jest tematem tabu, o którym można wypowiadać się wyłącznie negatywnie i najlepiej dodawać, że to nie Niemcy, a jakiś mityczny naród Nazistów rozpętał wtedy piekło na ziemi.

Na początek zacznijmy od kilku smacznych ciekawostek z arkanów Division Speed. Opowiedz nam proszę nieco o zespole i jego historii.

Venomessiah: Hails! Division Speed ogłosiło wezwanie do wojny w 2008 roku, z początku jako projekt Aggressive Perfectora (perkusja) i mój (gitara). W 2009 nagraliśmy kasetę demo i wkrótce otrzymaliśmy pierwszą propozycję koncertową. Nasz przyjaciel Hunter dołączył do nas, gdy zaczęliśmy rozglądać się za wokalistą, a wkrótce skład uzupełnił Tailgunner. Szturmowy oddział koncertowy poszerzył Ingo (druga gitara), kolega ze starego zespołu Aggressive Perfectora. Później zastąpił go A.Hammersmith oraz Vent. Hunter dograł partie wokalne do demówki, więc mogliśmy ją wydać latem 2009 roku przez Panzerkommando Records [jest to label Aggressive Perfectora - przyp.red.] w nakładzie 375 sztuk. Demóweczka uderzyła niczym V2 w Londyn i wkrótce się wyprzedała. W 2010 roku nasi bracia z Witching Hour poprosili nas o wzięcie udziału w przygotowaniu splitu na 10 calówce. Nagraliśmy nowy materiał tak szybko jak tylko mogliśmy i wkrótce trzy nowe utwory pojawiły się na czarnym krążku dzięki pomocy Undercover Records (“Tiebel za wszystko zapłacił”). No, brzmienie było gówniane, ale nie mogliśmy z tym nic już zrobić. Ponadto, trzy nowe utwory były dokładnie tym, co można się spodziewać po Division Speed - pełna prędkość z kwintesencją brutalności! Dużo wtedy koncertowaliśmy, w 2010 zagraliśmy trasę po północnych Włoszech. Flo od Thrash Attack/Dying Victims wszystko organizował. To był czysty chaos i wojna. W 2010 nagraliśmy promo z trzema nowymi kawałkami i jednym coverem. Kaseta była przeznaczona dla naszych przyjaciół oraz włoskich fanów. Później wydaliśmy wszystkie nasze dotychczasowe zarejestrowane numery, które pojawiały się na różnych wydaniach, jako kasetę “Speed Injection”. Następne lata spędziliśmy na graniu koncertów. W 2013 Into Dungeons Records wypluło VHS “Leipzig in Trümmern” - nasz split z Nocturnal Witch. Nakład tego wydawnictwa był ściśle ograniczony i szybko się wyprzedał. W 2014 roku wzięliśmy się za nagranie naszej debiutanckiej płyty, która ujrzała światło dziennie w 2015 roku dzięki potężnemu High Roller Records!

Tak jak wspomniałeś, zespół powstał w 2008 roku. Dlaczego debiutancka płyta została wydana dopiero w 2015 roku?

Po prawdzie jest to efekt kilku czynników. Nie jesteśmy najszybszym zespołem, który wypluwa z siebie nowe kawałki co miesiąc. Proces pisania utworów zabiera nam zawsze dużo czasu. To po pierwsze. Po drugie, nie mieszkamy blisko siebie. Najdłuższy dystans jaki ktoś od nas musi pokonać to 300 kilometrów, a to nie sprzyja częstym próbom. Po trzecie, małe wytwórnie muszą czekać nawet sześć miesięcy, by wydać swoje nagrania, gdyż duże, chciwe labele blokują tłocznie ze swymi drogimi gównianymi winylami, które chcą wcisnąć nahype’owanym fanatykom czarnych krążków. Płyta Division Speed była gotowa w 2014 roku, jednak nie mogliśmy jej wytłoczyć aż do września 2015. Pieprzyć przemysł muzyczny!

Wasz pierwszy album jest niezwykle dynamiczny i pełen agresywnego rozpędu. Jak długo pisaliście materiał na ten niezwykły debiut? Czy czujesz się usatysfakcjonowany tym jak to nagranie brzmi czy może jednak byś coś w nim zmienił, gdybyś miał po temu okazję?

Dzięki! Nasz debiut zawiera materiał pisany od początku istnienia kapeli aż do 2014 roku. “Sturmbatallion” był zresztą pierwszym utworem, który nagraliśmy. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej płyty. Wolę, co prawda, nieco bardziej surowe brzmienia, jednak w tym przypadku nagranie chyba straciłoby na agresji.

Ciekawią mnie wasze muzyczne inspiracje. Co was ukształtowało jako muzyków metalowych?

Myślę, że wszyscy zaczynaliśmy od tych samych wielkich nazw ze świata metalu i hard rocka… Black Sabbath, Metallica, Motorhead, Iron Maiden… Szybko nas wkurzyła lokalna scena melodic death metalowa i chcieliśmy powrotu do korzeni. Wtedy, gdy zaczęliśmy się interesować muzyką metalową, czyli tak koło 2000 roku, nie było wiele kapel, które nawiązywały do starego ducha metalu. Słuchaliśmy głownie starych thrashy i heavy metalowych zespołów. Trochę starych deathów i blacków też. Na żywo to stare brzmienie prezentowały głównie black/thrashowe kapele - Impending Doom, Aura Noir, Destroyer 666, Desaster. Później złapaliśmy kontakt z niemieckimi thrasherami z Hellish Crossfire, Witchburner i Nocturnal. Wtedy uświadomiliśmy sobie, że my także powinniśmy grać szybki i agresywny thrash! Podsumowując - interesujemy się różnymi formami muzyki rockowej i metalowej, za dużo by o tym rozprawiać.

Wojenna tematyka mocno tkwi w waszych tekstach. Dlaczego zdecydowaliście się skupić głównie na niej?

Po prostu trochę nam się przejadły typowe satanistyczne tematy. Wojna zawsze jest fascynująca. Jest to przejaw czystego okrucieństwa ludzkości. Największe zło jakie może wyrządzić człowiek. Ludzkość niszcząca się nawzajem - to ciekawy motyw. Niemcy zresztą posiadają unikalne powiązanie z tą tematyką.

Byłem kilka razy w Niemczech, także na paru festiwalach. Odniosłem wrażenie, że Niemcy generalnie unikają tematu Drugiej Wojny Światowej. Nie rozmawiają o tym, zdaje się, że nawet nie uczą się o tym za bardzo w szkołach. Wygląda to tak, jakby naglę w latach 1933-1945 nastąpiła wielka dziura w historii. Z drugiej strony, ten okres jakoś nie jest wam obcy.

Nie jest to prawdą. W Niemczech wszyscy zdają sobie sprawę z tego, co się działo w tamtym okresie, jednak jest to dość delikatny temat. Po 70 latach wszystkim nadal się wpaja, że Niemcy ciągle są winne Drugiej Wojnie. Musisz mówić “Ach, II Wojna była taaaaaaka zła, sorki.”. Jeżeli tego nie robisz, automatycznie stajesz się nazistą. Pewnie dlatego ta tematyka jest taka interesująca dla młodych zespołów. Musisz być niezwykle ostrożny odnosząc się do tamtego okresu historii, ale przy tym jest to zawsze czymś niezwykle zabawnym, gdy wszyscy was mają za wnuków Hitlera. W szkołach u nas uczą o II Wojnie, a w telewizji każdego cholernego dnia lecą programy dokumentalne o tamtym okresie.

Co możesz nam powiedzieć o utworach Division Speed? Czy są w jakiś sposób ze sobą połączone, prócz samej tematyki wojennej?

Wszystkie nasze utwory mają ze sobą dużo wspólnego, gdyż wszystkie zostały napisane przez nas. Muzyka i teksty podążają u nas zawsze w tym samym kierunku. “Blazing Heat” i “Freezing Cold” ponadto dotyczą tego samego wydarzenia historycznego, więc w sumie w ten sposób też można je ze sobą połączyć.

Czy zdarzyło się wam, by ktoś was wziął za zespół ekstremalnie prawicowy? Wygląda to tak, jakby w Niemczech każdy, kto miał jakieś poglądy prawicowe lub patriotyczne, automatycznie się stawał faszystą lub nazistą.

Oczywiście, jesteśmy w końcu w Niemczech! Raz zacząłem nawet nosić koszulkę z przekreśloną swastyką na backstage’u, bo mnie to już zaczęło męczyć, że nas ciągle biorą za zespół prawicowy. Potem ludzie na facebooku pisali “Division Speed ma utwory o nazwie Truppensturm albo Panzerkommando, a na backstage’u kręci się jawnie ich basista (protip - gram na gitarzę) z koszulką ze swastyką. Jak można dopuszczać takie zespoły do koncertów???”. No i tak wygląda w gruncie rzeczy niemiecki antyfaszyzm. (śmiech)

Mieliście kiedyś jakieś problemy z antifą czy innymi lewakami?

Może parę koncertów zostało odwołanych, ale nic bardziej poważniejszego.

Swoją drogą, ten cały islam w Niemczech, Francji, Anglii i tak dalej - czy to generuje jakiś problem w graniu lub organizowaniu koncertów przez was? W końcu heavy metal może być postrzegany jako coś stojącego w sprzeczności z Koranem.

Żadnych problemów.

Jaki jest twój stosunek do napływu islamskich imigrantów, który dotyka teraz między innymi Niemcy? Trochę to zabawne, że wasz rząd wita z otwartymi rękami i hasłami o tolerancji ludzi z obcego kręgu kulturowego, którzy chcą żerować na waszym socjalu, podczas gdy Polacy po wejściu do Unii musieli czekać aż siedem lat na dopuszczenie ich do niemieckiego rynku pracy. Jak to jest, że bardziej u was się preferuje pasożytów niż ludzi chcących pracować i zarabiać na siebie?

Myślę, że Niemcy będą mieli naprawdę poważne problemy w związku z całą tą sprawą. Żyję na wsi, więc nie mam problemów związanych z tą sytuacją.

Może teraz coś bliższego waszej muzyce. Ostatnio w księgarni, gdy przeglądałem książki historyczne, natknąłem się na dwie pozycje wydane przez tego samego wydawcę. Jedna z nich nosiła tytuł “Formacje Alianckie: Pojazdy pancerne Armii Czerwonej” a druga “Zbrodnicze Formacje: Luftwaffe”. Nieco ironiczne, nie uważasz?

Pełno jest dość tajemniczych książek dotyczących Drugiej Wojny Światowej. Na przykład dotyczących Reichsflugscheiben. Fajnie by było nagrać o tym EP.

Czy zamierzacie skierować swój blitzkrieg także na wschód? W końcu graliście już w Anglii, Skandynawii, a nie postawiliście swoich stóp w Polsce. Myślałem, że powinniście mieć to we krwi… zwłaszcza teraz, gdy pełno u nas maniaków black/thrashu.

Z przyjemnością chciałbym zagrać w Europie Wschodniej! Uwielbiam te kraje! Szkoda, że nie ma już u nich tego uroku i klimatu sprzed roku 1990. Wschodnie Niemcy też go utraciły. W zeszłym roku graliśmy w Rosji z Nocturnal Witch - było ekstra!

A jak tam underground w Neustadt an der Orla?

Tylko Aggressive Perfector mieszka w Neustadt. Reszta pochodzi z Lipska. Przed Division Speed tylko Prosatanos rozsiewał black/thrash z Neustadt. Potem powstały zespoły, w których maczaliśmy swe palce - Nocturnal Witch i Sanctifying Ritual. Trudno tutaj o jakąś “scenę”, to miasto zamieszkuje raptem 10 000 mieszkańców. Ale Raging Death Date także uderza w Neustadt and der Orla - Iron Angel, Piledriver, Megiddo 26 i 27 marca 2016! Przybywajcie!

No to by było na tyle. Wielkie dzięki za czas i odpowiedzi, no i za wyśmienity debiucik.

Wielkie dzięki dla was za wywiad!


Przeprowadzono: styczeń 2016

Horacle - wywiad






Nie jesteśmy dziećmi bogatych rodziców

No spoko, kolejna młoda kapela z Belgii. Nie spodziewajcie się jednak godnego następcy Ostrogoth czy Crossfire. Nie wiem, może jestem uprzedzony, ale jakoś niezbyt przychylnie przemawia do mnie fakt, iż Horacle kreuje wizerunek buców-malkontentów, nie przyjmujących słów krytyki i narzekających na wszystko. A to koncert nie ten, a to w studiu trzeba być perfekcjonistą i tak dalej. Motywem przewodnim będzie unisono narzekań, że mimo dobrych ocen w recenzjach żadna wytwórnia nie chce przygarnąć Horacle pod swe skrzydła. Tyle dobrych recenzji, a promotorzy i oferty koncertowe oraz festiwalowe jakoś nie walą drzwiami i oknami. No, niesamowite! Dla mnie nie jest to w ogóle dziwne, gdyż “Dead Eyes Revelation” jest płytą w najlepszym wypadku średnią i z rodzaju tych, które są przesłuchiwane w sumie wyłącznie przez recenzentów muzycznych - trochę tak jak w przypadku naszego rodzimego CETI. W każdym razie jest też pewien plus: goście sami nagrali swoją płytkę i sami zajmują się jej sprzedażą, także ich upór jest godny podziwu.


Hej! Minęło już trochę czasu od premiery waszej debiutanckiej płyty. Co porabialiście od tamtego czasu?

Terry Fire: Mnóstwo, mnóstwo wywiadów. Dużo recenzji naszego materiału się pojawiło i to cholernie dobrych! Nie zagraliśmy dużo koncertów.

Franck “Lord Sabathan” Lorent: Raptem kilka. Kilka dobrych, jeden znakomity - Metal Magic w Danii - i dużo kiepskich.



Tak na szybki start, ponieważ nadal jesteście dość nową nazwą na scenie metalowej, czy możecie po krótce przedstawić zespół i powiedzieć nam jak to wszystko się dla Horacle rozpoczęło?

Franck: Wszystko się zaczęło w 2008 roku, gdy razem z Davidem D.C. postanowiliśmy pograć razem heavy metalowe hity Iron Maiden, Mercyful Fate, Black Sabbath, Priest, itd… Wkrótce zaczęliśmy pracować nad własnym materiałem. Napotykaliśmy jednak trudności w postaci braku uzdolnionych muzyków i totalnej posuchy na heavy metalowego wokalistę z prawdziwego zdarzenia. Po wielu porażkach i wielokrotnym utknięciu w martwym punkcie udało nam się w końcu zmontować sensowny line-up. W 2009 roku dołączyli do nas Dyno i Greg War, w 2010 Terry Fire, a Aleksei w 2013, zastępując Davida… David opuścił zespół, by skupić się na swojej pracy.



Przejdźmy do tematu dotyczącego waszego nowego albumu. Jak postrzegacie efekty swojej pracy w studio z perspektywy czasu? Czy jesteście zadowoleni z rezultatu jaki osiągnęliście?

Terry: Jestem zadowolony z większości. Myślę, że nigdy nie będę w pełni usatysfakcjonowany - jestem artystą. Artysta musi być perfekcjonistą. Muszę jednak podkreślić fakt, że podeszliśmy do tworzenia albumu z własną wizją, nie przyjmowaliśmy krytyki od nikogo, nawet od producenta. Fajnie, że nasz nowy wioślarz Alexei pomógł mi posunąć się jeszcze dalej w moim warsztacie na tej płycie. Ma naprawdę dobre ucho. Wcześniej to ja byłem naczelnym musztrującym w zespole, ale dobre ucho w kapeli zawsze się przyda! Tak czy inaczej, ta płyta jest prawdziwym udoskonaleniem naszej formy.

Franck: Osobiście bardzo miło wspominam pracę w studio. Dużo zabawy z dziewczynami, świetna i relaksująca atmosfera. Dobrze się nam pracowało. Praca z Geraldem Jansem była niezwykłym doświadczeniem. Rezultat tego jest niesamowity. O wiele lepszy niż się spodziewałem. Nie bylibyśmy w stanie osiągnąć go wcześniej… Osobiście trochę żałuję, że nowy album ma takie brudne brzmienie. Chciałem by było bardziej czystsze niż zjadliwe.



Czy okładkę mamy odczytywać jako grafikę będącą ilustracją zawartości muzycznej albumu?

Terry: Tak. Artwork przedstawia wydarzenia, które zostały opisane w “Awakening of a Crimson Shelter”, naszej póki co najbardziej ambitnej kompozycji, dwanaście minut opowieści o duchach.

Franck: Dokładnie. Juanjo odwalił kawał świetnej roboty. Okładka idealnie współgra z klimatem bijącym z tego krążka.



Jedna z waszych kompozycji skupia się wokół postaci Jamiego Lannistera z Gry o Tron. Dlaczego zdecydowaliście się sportretować postać akurat z tego uniwersum w jednym ze swych utworów?

Terry: Moje inspiracje dyktują mi to o czym mam pisać. To zresztą normalna rzecz. Maideni inspirowali się serialem Prisoner i filmem Braveheart. Halford inspirował się science fiction. To nic nowego. Nie wydaję mi się jednak bym w przyszłości to kontynuował. I nie narzekajcie, że w tekście nie ma zbyt wiele jego historii. Tekst napisałem dawno temu i dopiero po obejrzeniu dwóch sezonów. (śmiech)



Czy możecie nam powiedzieć jakie były wasze inspiracje przy innych kawałkach?

Franck: Takie jak zawsze, czary, czarna magia, mroczne opowieści, wszystko na temat ciemniejszej strony…

Terry: Nie no, “Carnage Stallion” jest swojego rodzaju metaforą naszego zespołu. Rozumiesz, surowa i twarda forma podczas koncertów. “Revenge at Hand” jest o zemście. Brutalnej zemście. Oprócz tych dwóch i “King Slayer” reszta dotyczy świata duchów: dusze, telluryczność, moja wizja świata energii i tym podobne. Niektóre teksty można interpretować dwojako jak w “Sign of the Beast” i “Wicked Child”. “No Resistance” jest kontynuacją naszej sagi, którą zapoczątkowaliśmy na “A Wicked Procession” utworem “Lightning Strikes Down”. Jestem w trakcie pisania kolejnej jej części.



Większość recenzji, które wpadły mi w ręce, bardzo chwaliły “Dead Eyes Revelation”. Czy według was to oznacza, że wasz album spodobał się maniakom tradycyjnego heavy metalu?

Terry: Mam taką nadzieję! Podobało mi się wszystko, co czytałem na temat naszego wydawnictwa. Z drugiej strony, jest to nieco przygnębiające. Wydaje się, że ludziom naprawdę album się podoba, ale nie dostajemy prawie w ogóle ofert koncertowych. Te koncerty, które do tej pory zaliczyliśmy były niesamowite. Graliśmy obok Candlemass. Grim Reaper, Alpha Tiger, Evil Invaders, ADX, Enforcer, Vuclain… [sic!] Może coś nie sztymi po stronie biznesowej? Jest może u was jakiś manager z prawdziwego zdarzenia? (śmiech)

Franck: Wszędzie otrzymujemy dobre noty w recenzjach, więc nie rozumiem dlaczego nie interesuje się nami żaden label oraz promotorzy!



Jakie jest wasze podejście do krytyki? Tej konstruktywnej, oczywiście.

Terry: Póki co, nie musimy sobie zadawać takiego pytania, bo spotykamy się z wyłącznie przychylnymi opiniami. Co jest jeszcze bardziej frustrujące, no bo gdzie w takim razie są koncerty, do cholery? Jedyna ostrzejsza krytyka jaką widziałem, dotyczyła naszej EPki. Gość napisał, że w paru miejscach wypadliśmy poza skalę, no i miał rację! Tak czy owak, jestem otwarty na krytykę, gdyż sam w stosunku do siebie jestem niezwykle wymagający.


Czy nagranie dystrybuujecie na własną rękę czy może jakaś wytwórnia wam w tym pomaga?

Terry: Tylko my się tym zajmujemy. Nie było żadnych ofert, więc nie mieliśmy wyjścia. Nie mogliśmy już dłużej czekać.

Franck: Z wyjątkiem “A Wicked Procession” nie mieliśmy ani jednej poważnej oferty. Także kolportujemy album samodzielnie i przy niewielkiej pomocy lokalnych dystrybutorów.



Nie wiem czy istnieje prawdopodobieństwo, że cały album się wyprzeda, jednak jeżeli tak się stanie, to czy planujecie zrobić dodruk kolejnych kopii?

Terry: No stary, oczywiście! Myślimy także nad wydaniem tego albumu na winylu! I nad dotłoczeniem kolejnych kopii naszej EPki, bo wszyscy się zawsze o to pytają. Wszystko jest kwestią pieniędzy. Nie jesteśmy dziećmi bogatych rodziców! Gdy tylko sprzedamy odpowiednią ilość egzemplarzy, to będzie właśnie następny punkt na naszej liście.



Czy postrzegacie swoją twórczość muzyczną jako swoisty metafizyczny hołd dla klasycznego heavy metalu czy też może staracie się zrobić coś zupełnie nowego, tyle że w old schoolowym stylu?

Terry: Ha, dobre pytanie, stary! Myślę, że w pewien sposób łączymy oba te podejścia. Jestesmy jednocześnie bardzo blisko tradycji i osobistej twórczości. Jednak zawsze jest tak, że możesz coś zrobić po staremu, zgodnie z zasadami, lub po swojemu. Gramy tradycyjny heavy metal własnie po swojemu. Dodajemy do niego nieco speed/thrashu, a czasem nawet progresji. I naszego szaleństwa.

Franck: Co do mnie, po prostu gram i czuję heavy metal jako coś więcej niż raptem styl w muzyce. To jest moja kultura, mój sposób na życie. Postrzegam muzykę jako metafizyczną odpowiedź mojej duszy względem świata.



Tak z ciekawości - czy macie może jakieś problemy w organizowaniu koncertów z powodu tego całego nagłego napływu islamistów? Czy spotkaliście się z niechęcią ze strony ich środowiska?

Terry: Ekstremiści to najmniejsze nasze zmartwienie. Takie rzeczy nie przeszkodzą nam w życiu naszymi marzeniami. Życie jest niebezpieczne. Każda minuta na tej planecie jest niebezpieczna. Jebać wszystkich fanatyków! Świat byłby lepszy bez nich. Największym naszym problemem jest brak wsparcia ze strony wytwórni i promotorów!

Franck: Nie mieliśmy problemów ze strony muzułmanów. Większym zmartwieniem jest zamykanie wszystkich metalowych pubów i miejsc w których moglibyśmy grać, ale to nie z powodu terroryzmu, lecz plajty. Za mało rockersów i metalowców chodzi na koncerty na południu Belgii.



Skoro mowa o koncertach, to który dotychczasowy wasz występ był najbardziej odjechany? I dlaczego?

Terry: Z ostatnich to bezsprzecznie festiwal Metal Magic w Danii. I to nie tylko pod kątem naszego koncertu, ale całokształtu atmosfery. Byliśmy tam trzy dni. Stary, to było jedne ze szczęśliwszych doświadczeń w moich życiu, wszyscy byli niesamowici… Ale przez ostatnie pięć lat mieliśmy inne świetne koncerty.

Franck: Metal Magic… obie edycje były nie do pobicia. I koncert w Oberhausen ze Skull Fist i Iron Kobra we wrześniu 2011 i Ages of Metal we wrześniu 2013…


Czy reakcja fanów pod sceną zwykle jest taka jaką oczekujecie na swoim koncercie?

Terry: Oj tak, a nawet jak z początku są trochę ospali, to robimy wszystko, by rozpętać tam piekło! Nie schodzę ze sceny, póki dookoła nie ma oparów potów i bólów karku. Był tylko jeden koncert, na którym publiczność cały czas stała bez ruchu. To był koncert z Raven gdzieś we Flandrii. Pamiętam to… dostałem szału i zacząłem wrzeszczeć na ludzi, by ruszyli swe dupska! Gdy skończyliśmy koncert byłem naprawdę wkurzony. Ale ludzie do mnie podchodzili, klepali po plecach i mówili, że zagraliśmy świetny show. A ja na to “O co wam chodzi, myślałem, że się wam nie podoba!”. Ale podobnie się zachowywali podczas występu innych kapel tego wieczoru, włączając w to sam Raven… Pewnie coś w wodzie! (śmiech)


Wielkie dzięki za wywiad. To będzie wszystko. Ostatnie słowa do naszych czytelników należą do was!

Terry: Wielkie dzięki panie i panowie, nie zapomnijcie odwiedzić naszej strony www.horacle.be oraz naszego Facebookahttps://www.facebook.com/HoracleOfficial/. Wspierajcie undergroundową scenę. Potrzebuje tego. Nie pozwólcie zgasnąć płomieniowi heavy metalu w waszych sercach. "Beware and spred the word 'cause the Horacle is watching you!"

Franck: Nie pozwólcie zgasnąć heavy metalowemu płomieniowi, wspierajcie underground, plujcie na mainstream i chciwość, wznieście flagę poświęcenia!


Przeprowadzono: styczeń 2016