środa, 2 grudnia 2015

Hobbs Angel of Death - Hobbs Angel of Death




Hobbs Angel of Death - Hobbs Angel of Death
1988/2003, Modern Invasion Music

Prawdziwy thrashowy kult. Niesamowicie dopracowane kompozycje, zaaranżowane idealnie pod kątem agresywnych riffów i brutalnej wymowy muzycznej. Wśród tego festiwalu siarkowych wyziewów i prostych, acz świetnych riffów, zostały włożone także nieoczywiste motywy i ciekawe pomysły - czyli to, co stanowi o sile thrashu. Bo w takiej muzyce nie chodzi tylko o agresję i łomot, ale także o ciekawe aranżacje i interesujące przełamania schematu. W dodatku znajdziemy tutaj także takie smaczki jak chwytający za duszę wstęp do "Satan's Crusade" (jak i wrzask przed solówką), niezwykle szalone motywy w stylu starego Possessed w "Jack The Ripper", szpaler kolejnych przejść w "Lucifer's Domain" czy przeczący wspomnianej wcześniej prostocie, epicki konstrukt w postaci "Marie Antoinette". Hobbs nie ucieka się do półśrodków i prezentuje zróżnicowane podejście do, wydawać by się mogło, banalnego zagadnienia jakim jest thrash metal.

Bezkompromisowość uwydatnia się nie tylko poprzez wściekłe riffy, ale też poprzez teksty. Wystarczy pierwsza zwrotka w "Satan's Crusade" by pryskać trupim jadem i siarkowymi wyziewami:

Fill my mouth with Satan's sperm
The Virgin Mary cried
Abuse my body and fuck me hard
Let me burn in Hell
As I die, fuck my corpse
Orgasm in Hell I need
I pray to you, Lord Satan
I kneel at your feet



Dodajmy do tego świetne brzmienie - mocno przesterowane Marshalle, słyszalny i dudniący bas, budzącą grozę perkusję - i otrzymamy prawdziwą bombę z niezwykle krótkim lontem.

Hobb's Angel of Death bierze wszystko to, co jest dobre w muzyce takich zespołów jak Destruction, Slayer, Sodom i wtłacza w to swoje pomysły i koncepcje, wyprowadzając thrash metal jeszcze dalej w krainę Panów Chaosu. Peter Hobbs, mastermind stojący za tym projektem muzycznym, jawi się na tym nagraniu niczym piekielny stelmach, tworzący diabelski dyliżans śmierci i rozkładu.


Ocena: 5,5/6

Spartan Warrior - Spartan Warrior




Spartan Warrior - Spartan Warrior
1984/2009 Metal Mind Productions

Jeden z nieco zapomnianych klasyków NWOBHM - agresywny, a przy tym potrafiący przyłożyć chwytliwą partią gitarową, świetnie dobraną melodią i efektywną solówką. Spartan Warrior zdecydowanie potrafił zadziwić jakością swych utworów, zwłaszcza jak na undergroundowy zespół. Ich drugi album, zatytułowany po prostu... "Spartan Warrior", prezentuje rzetelny i solidny heavy metal lat osiemdziesiątych w brytyjskim stylu.

Produkcja dźwięku sprawia, że brzmienie jest mięsne i przestrzenne, z wyraźnie zarysowanymi instrumentami. Dobrze słyszalny bas, dudniący w poszczególnych kawałkach, świetnie współpracuje z ostrymi gitarami. Na planie tego wszystkiego panuje wyraźny i charyzmatyczny wokal Dave'a Wilkinsona ze swoją szorstką, chropawą barwą. Jego tenorowy głos jest solidny i męski, więc nie uświadczymy jakiś dziwnych popłuczyn w stylu krzykaczy, co brzmią jak trajkocząca herod-baba.

Sama zawartość znajdująca się na "Spartan Warrior" jest cudowna. Znajdziemy tutaj masę świetnych utworów. Swobodnie i pewnie siebie płynąca muzyka nie kopie się z gmatwaniną sztucznych udziwnień. Do co bardziej interesujących kompozycji należą "Black Widow", "Sentenced To Die", "Son of a Bitch", "Hanging On", ale najbardziej błyszczącymi klejnotami są "Mercenary" i "Assassin". Ponadto "Assassin" stanowi idealne wprowadzenie do tego albumu i jest przy tym kompletną kompozycją, zawierającą wszystko to, co trzeba - hymnowy wydźwięk, świetny refren i zwrotki, dostojne intro, melancholijne leady, podniosłą solówkę i ostre heavy metalowe riffy.

"Spartan Warrior" to świetny NWOBHM, perfekcyjnie wyważony i po prostu dobrze brzmiący. W dodatku dobrze opakowany, gdyż okładkę robił Thomas Holm - ten gość od "Melissy" i "Don't Break the Oath". "Spartan Warrior" swym brzmieniem bardzo przypomina innego klasyka z Wysp, mianowicie "The Son of Odin" Elixir, zwłaszcza że oba zespoły mają wokalistów o podobnej barwie głosu.

Fajnie, że Metal Mind postanowił wznowić tego klasyka, jest to zresztą bodaj chyba jedyna reedycja tego albumu. Trochę szkoda, że została ona dokonana w lichym digipaku. Naprawdę, nie wiem o co chodzi z tymi digipakami, ale zostawcie je w spokoju. Nikt, kto często używa swoich płyt nie przepada za tego typu opakowaniem. Jest irytujące.

Ocena: 5/6

Speedtrap - Straight Shooter




Speedtrap - Straight Shooter
2015, Svart Records

To nie jest płyta dla każdego. Nie każdy doceni album leżący tak bardzo w klimacie lat osiemdziesiątych,  nie tyle wiernie odwzorowanym, co naturalnie bijącym. Nie do wszystkich gustów trafi prawdziwie mocna, szybka i buzującą energią muzyka. Koniec końców, wciąż mamy ludzi, którzy wolą zadowolić się miernymi półproduktami i pseudomuzyką, miast prawdziwym kunsztem i maestrią.

To już drugi album studyjny fińskich miażdżycieli i tak samo jak "Powerdose" i epka "Raw Deal" - "Straight Shooter" Speedtrap jest istną gloryfikacją rock'n'rollowego podejścia do klasycznego heavy metalu. Ten album ujął idealne tego typu stylistykę, a przy tym zawiera kawał porządnej muzy. Nie mamy tutaj do czynienia jedynie z anachronizmem czy swego rodzaju inscenizacją historyczną pt. Patrzcie Jak Kiedyś Grano Metal. Oj, nie. Na "Straight Shooter" duch lat osiemdziesiątych łączy się z młodzieńczym zacięciem i energią oraz artystycznym profesjonalizmem. Dzięki temu możemy się cieszyć trzydziestoma minutami ostrej jazdy autostradą na piątym biegu zajebistości.

Speedtrap wypracowało swój własny, niebagatelny styl - łącząc przebojowy heavy metal w bojowym stylu z charakterystycznymi wysokimi wokalami, bez jakiegokolwiek słodkopierdzących wyjców czy przaśnych melodyjek. Dziedzictwo Tank i Exciter wybrzmiewa tu silnie, jednak nie dominująco, co bardzo cieszy.

Speedtrap nie porzuca stylu, który tak świetnie został przez nich przedstawiony na debiutanckim "Powerdose", lecz nadal działa w jego ramach. Nowy album wjeżdża rozpędzonym "No Glory Found", pełnym autostradowej furii, prędkości i rock'n'rollowych zagrywek. Kapela wprowadza idealną harmonię między szybkością, a przebojowością - nigdy nie przesadzając w jedną czy w drugą stronę. Innymi słowy - nie ma tu przerostu formy nad treścią. Speedtrap nie zatraca się w gubieniu się w sztucznie przyspieszonym tempie - utwory są szybkie w naturalny i organiczny sposób. Oprócz rozpędzonych tremolo, znajdziemy też tutaj fajne dynamiczne riffy i rozkrzyczane gitarowe solówki.

Muzyka Speedtrap promieniuje szczerością. Dzięki temu, mimo dość przebojowej wymowie, prezentuje się o niebo lepiej niż zatracanie się w wymuszonej i pretensjonalnej rozrywce w stylu Steel Panther czy choćby w stylowo bliższym Evil Invaders. Treść i forma takich rozpędzonych demonów szybkości jak "No Glory Found", "Torches Ablaze" i "Serve Your Masters", waży sobie lekce zasady estetyczne nowomodnych produkcji metalowych, stawiając na ciężar i naturalne mięsne brzmienie klasycznych wzmacniaczy. Zmagania gitar i idących im w sukurs wokali i perkusyjnych łomotów, stanowią istny spektakl ujarzmionej entropii. Umiejętnie przeplatanie w tym ostrych riffów i płomienistych solówek promieniuje prawdziwą niezwykłością.

Bardziej heavy metalowe "Running Rampant" i "Eyes for Conquest" posiłkuje się godnymi uwagi układem gitar i wokali, nadal tętniąc pokaźną ilością energii. Speedtrap na "Straight Shooter" obrazuje nam, że nawet pozornie niewyszukany heavy metal potrafi być wyrafinowany i finezyjny. Stanowiący jakby pieczętujące potwierdzenie tej tezy wysublimowany "Heavy Armor" z nieco niższymi wokalami, nadal precyzyjnie uderza niczym kobra w szale. Takie zróżnicowanie kompozycyjne w tak pozornie wąskiej stylistyce nie pozostawia żadnych szczelin na wątpliwości. Ten album miażdży.

Esencjonalny heavy metal zawsze stanowił wektor buntowniczej siły i nieokiełznanej agresji. Furia jaka bije ze "Straight Shooter" nie idzie na kompromisy. Dzięki temu ten album jest wybitnie godny polecenia.

Ocena: 5,2/6