Hobbs
Angel of Death - Hobbs Angel of Death
1988/2003,
Modern Invasion Music
Prawdziwy
thrashowy kult. Niesamowicie
dopracowane kompozycje, zaaranżowane idealnie pod kątem agresywnych riffów i
brutalnej wymowy muzycznej. Wśród tego festiwalu siarkowych wyziewów i
prostych, acz świetnych riffów, zostały włożone także nieoczywiste motywy i
ciekawe pomysły - czyli to, co stanowi o sile thrashu. Bo w takiej muzyce nie
chodzi tylko o agresję i łomot, ale także o ciekawe aranżacje i interesujące
przełamania schematu. W dodatku znajdziemy tutaj także takie smaczki jak
chwytający za duszę wstęp do "Satan's Crusade" (jak i wrzask przed
solówką), niezwykle szalone motywy w stylu starego Possessed w "Jack The
Ripper", szpaler kolejnych przejść w "Lucifer's Domain" czy
przeczący wspomnianej wcześniej prostocie, epicki konstrukt w postaci
"Marie Antoinette". Hobbs nie ucieka się do półśrodków i prezentuje
zróżnicowane podejście do, wydawać by się mogło, banalnego zagadnienia jakim jest
thrash metal.
Bezkompromisowość uwydatnia się nie tylko
poprzez wściekłe riffy, ale też poprzez teksty. Wystarczy pierwsza zwrotka w
"Satan's Crusade" by pryskać trupim jadem i siarkowymi wyziewami:
Fill my
mouth with Satan's sperm
The Virgin Mary cried
Abuse my body and fuck me hard
Let me burn in Hell
As I die, fuck my corpse
Orgasm in Hell I need
I pray to you, Lord Satan
I kneel at your feet
Dodajmy do tego świetne brzmienie - mocno
przesterowane Marshalle, słyszalny i dudniący bas, budzącą grozę perkusję - i
otrzymamy prawdziwą bombę z niezwykle krótkim lontem.
Hobb's Angel of Death bierze wszystko to, co
jest dobre w muzyce takich zespołów jak Destruction, Slayer, Sodom i wtłacza w
to swoje pomysły i koncepcje, wyprowadzając thrash metal jeszcze dalej w krainę
Panów Chaosu. Peter Hobbs, mastermind stojący za tym projektem muzycznym, jawi
się na tym nagraniu niczym piekielny stelmach, tworzący diabelski dyliżans
śmierci i rozkładu.
Ocena: 5,5/6
Spartan
Warrior - Spartan Warrior
1984/2009
Metal Mind Productions
Jeden z nieco zapomnianych klasyków NWOBHM -
agresywny, a przy tym potrafiący przyłożyć chwytliwą partią gitarową, świetnie
dobraną melodią i efektywną solówką. Spartan Warrior zdecydowanie potrafił
zadziwić jakością swych utworów, zwłaszcza jak na undergroundowy zespół. Ich
drugi album, zatytułowany po prostu... "Spartan Warrior", prezentuje
rzetelny i solidny heavy metal lat osiemdziesiątych w brytyjskim stylu.
Produkcja dźwięku sprawia, że brzmienie jest
mięsne i przestrzenne, z wyraźnie zarysowanymi instrumentami. Dobrze słyszalny
bas, dudniący w poszczególnych kawałkach, świetnie współpracuje z ostrymi gitarami.
Na planie tego wszystkiego panuje wyraźny i charyzmatyczny wokal Dave'a
Wilkinsona ze swoją szorstką, chropawą barwą. Jego tenorowy głos jest solidny i
męski, więc nie uświadczymy jakiś dziwnych popłuczyn w stylu krzykaczy, co
brzmią jak trajkocząca herod-baba.
Sama zawartość znajdująca się na
"Spartan Warrior" jest cudowna. Znajdziemy tutaj masę świetnych
utworów. Swobodnie i pewnie siebie płynąca muzyka nie kopie się z gmatwaniną
sztucznych udziwnień. Do co bardziej interesujących kompozycji należą
"Black Widow", "Sentenced To Die", "Son of a
Bitch", "Hanging On", ale najbardziej błyszczącymi klejnotami są
"Mercenary" i "Assassin". Ponadto "Assassin"
stanowi idealne wprowadzenie do tego albumu i jest przy tym kompletną
kompozycją, zawierającą wszystko to, co trzeba - hymnowy wydźwięk, świetny
refren i zwrotki, dostojne intro, melancholijne leady, podniosłą solówkę i
ostre heavy metalowe riffy.
"Spartan Warrior" to świetny
NWOBHM, perfekcyjnie wyważony i po prostu dobrze brzmiący. W dodatku dobrze
opakowany, gdyż okładkę robił Thomas Holm - ten gość od "Melissy" i
"Don't Break the Oath". "Spartan Warrior" swym brzmieniem
bardzo przypomina innego klasyka z Wysp, mianowicie "The Son of Odin"
Elixir, zwłaszcza że oba zespoły mają wokalistów o podobnej barwie głosu.
Fajnie, że Metal Mind postanowił wznowić tego
klasyka, jest to zresztą bodaj chyba jedyna reedycja tego albumu. Trochę
szkoda, że została ona dokonana w lichym digipaku. Naprawdę, nie wiem o co
chodzi z tymi digipakami, ale zostawcie je w spokoju. Nikt, kto często używa
swoich płyt nie przepada za tego typu opakowaniem. Jest irytujące.
Ocena: 5/6
Speedtrap - Straight Shooter
2015, Svart Records
To nie jest płyta dla każdego. Nie każdy
doceni album leżący tak bardzo w klimacie lat osiemdziesiątych, nie tyle
wiernie odwzorowanym, co naturalnie bijącym. Nie do wszystkich gustów trafi
prawdziwie mocna, szybka i buzującą energią muzyka. Koniec końców, wciąż mamy
ludzi, którzy wolą zadowolić się miernymi półproduktami i pseudomuzyką, miast
prawdziwym kunsztem i maestrią.
To już drugi album studyjny fińskich
miażdżycieli i tak samo jak "Powerdose" i epka "Raw Deal" -
"Straight Shooter" Speedtrap jest istną gloryfikacją rock'n'rollowego
podejścia do klasycznego heavy metalu. Ten album ujął idealne tego typu stylistykę,
a przy tym zawiera kawał porządnej muzy. Nie mamy tutaj do czynienia jedynie z
anachronizmem czy swego rodzaju inscenizacją historyczną pt. Patrzcie Jak
Kiedyś Grano Metal. Oj, nie. Na "Straight Shooter" duch lat
osiemdziesiątych łączy się z młodzieńczym zacięciem i energią oraz artystycznym
profesjonalizmem. Dzięki temu możemy się cieszyć trzydziestoma minutami ostrej
jazdy autostradą na piątym biegu zajebistości.
Speedtrap wypracowało swój własny,
niebagatelny styl - łącząc przebojowy heavy metal w bojowym stylu z charakterystycznymi
wysokimi wokalami, bez jakiegokolwiek słodkopierdzących wyjców czy przaśnych
melodyjek. Dziedzictwo Tank i Exciter wybrzmiewa tu silnie, jednak nie
dominująco, co bardzo cieszy.
Speedtrap nie porzuca stylu, który tak
świetnie został przez nich przedstawiony na debiutanckim "Powerdose",
lecz nadal działa w jego ramach. Nowy album wjeżdża rozpędzonym "No Glory
Found", pełnym autostradowej furii, prędkości i rock'n'rollowych zagrywek.
Kapela wprowadza idealną harmonię między szybkością, a przebojowością - nigdy
nie przesadzając w jedną czy w drugą stronę. Innymi słowy - nie ma tu przerostu
formy nad treścią. Speedtrap nie zatraca się w gubieniu się w sztucznie
przyspieszonym tempie - utwory są szybkie w naturalny i organiczny sposób.
Oprócz rozpędzonych tremolo, znajdziemy też tutaj fajne dynamiczne riffy i
rozkrzyczane gitarowe solówki.
Muzyka Speedtrap promieniuje szczerością.
Dzięki temu, mimo dość przebojowej wymowie, prezentuje się o niebo lepiej niż
zatracanie się w wymuszonej i pretensjonalnej rozrywce w stylu Steel Panther
czy choćby w stylowo bliższym Evil Invaders. Treść i forma takich rozpędzonych
demonów szybkości jak "No Glory Found", "Torches Ablaze" i
"Serve Your Masters", waży sobie lekce zasady estetyczne nowomodnych
produkcji metalowych, stawiając na ciężar i naturalne mięsne brzmienie
klasycznych wzmacniaczy. Zmagania gitar i idących im w sukurs wokali i
perkusyjnych łomotów, stanowią istny spektakl ujarzmionej entropii. Umiejętnie
przeplatanie w tym ostrych riffów i płomienistych solówek promieniuje prawdziwą
niezwykłością.
Bardziej heavy metalowe "Running
Rampant" i "Eyes for Conquest" posiłkuje się godnymi uwagi
układem gitar i wokali, nadal tętniąc pokaźną ilością energii. Speedtrap na
"Straight Shooter" obrazuje nam, że nawet pozornie niewyszukany heavy
metal potrafi być wyrafinowany i finezyjny. Stanowiący jakby pieczętujące
potwierdzenie tej tezy wysublimowany "Heavy Armor" z nieco niższymi
wokalami, nadal precyzyjnie uderza niczym kobra w szale. Takie zróżnicowanie
kompozycyjne w tak pozornie wąskiej stylistyce nie pozostawia żadnych szczelin
na wątpliwości. Ten album miażdży.
Esencjonalny heavy metal zawsze stanowił
wektor buntowniczej siły i nieokiełznanej agresji. Furia jaka bije ze
"Straight Shooter" nie idzie na kompromisy. Dzięki temu ten album
jest wybitnie godny polecenia.
Ocena: 5,2/6